Leonard Cohen: Poezja w muzyce

8, Sierpień 2017 w Emocje 1362 Udostępnione
Leonard Cohen

W wieku 82 lat, po długim życiu, Leonard Cohen nas opuścił. Wiedział, że wkrótce jego serce się zatrzyma. W jednym ze swoich ostatnich wywiadów dla The New Yorker powiedział, że jest gotowy na śmierć, a jedyne, o co prosił to wystarczająco dużo czasu na zakończenie pracy, którą rozpoczął.

Zaledwie kilka dni przed tym wywiadem Akademia Szwedzka przyznała Bobowi Dylanowi nagrodę Nobla, co niektórzy krytykowali, nie bez powodu, mówiąc że jeśli ktokolwiek zdołał połączyć poezję z muzyką, to był to Leonard Cohen.

Osoby takie twierdziły, że jeśli istnieją teksty warte takiej nagrody, bez umniejszania Dylanowi, są to teksty, które napisał Leonard Cohen. Dzisiaj, kiedy Leonard już odszedł, ci z nas, którzy mieli szczęście cieszyć się jego sztuką, sądzą, że byłby to dla niego piękny i zasłużony hołd.

Z tego małego świata, smutniejszego od chwili jego odejścia, chcielibyśmy oddać szacunek Leonardowi Cohenowi.

Lekarze pracują dzień i noc
Lecz nie znajdą nigdy
Tego lekarstwa na miłość
Nie ma napoju ani narkotyku
Nic nie jest wystarczająco czyste, aby mogło być lekarstwem na miłość

-Leonard Cohen-

Życie poświęcone muzyce i tekstom

Jego teksty poruszają tematy, takie jak seksualność, religia, polityka i izolacja, ale przede wszystkim są poświęcone miłości. Uczuciu, które w jego słowach wydaje się być zmysłowe, erotyczne i gotowe jak nagie ciało kobiety.

W miłości z jego tekstów nie ma bólu utraty. Wręcz przeciwnie, jest to miłość, która leczy.

Chociaż rozpoczął karierę, grając na gitarze akustycznej, usłyszawszy hiszpańskiego gitarzystę, zakochał się w akordach rozbrzmiewających z gitary klasycznej. Innym jego wzorem był Layton, o którym mówił: „Uczyłem go, jak się ubierać, a on nauczył mnie, jak żyć wiecznie”.

Po ukończeniu studiów podyplomowych w Nowym Jorku, które określił jako „pasję bez ujścia, miłość bez punktu kulminacyjnego”, powrócił do Kanady, a konkretnie do Montrealu. Pisał wówczas poezję, w między czasie pracując w różnych miejscach, aby zarobić na utrzymanie.

Niespokojny podróżnik spotkał na wyspie Hydra, na Morzu Egejskim, kobietę, która była miłością jego życia. Marianne Ihlen była żoną Axela Jensena, Norwega, z którym miała syna, jednak ich związek zakończył się separacją.

Podobno kiedy płakała w sklepie spożywczym w porcie na Hydrze, nieznajomy ulitował się nad nią i zaproponował, aby dołączyła do niego i jego przyjaciół. Tym nieznajomym był Leonard Cohen. W tamtej chwili narodziło się pasjonujące uczucie, które, pełne wzlotów i upadków, trwało siedem lat.

W rzeczywistości piosenka „So long, Marianne” początkowo nosiła tytuł „Come On, Marianne” i miała być zachętą, aby Marianne dała mu kolejną szansę. To była miłość, która nigdy się nie kończy, tak głęboka, jak jego miłość do słów, czy to w literaturze, poezji czy muzyce.

Marianne zmarła w lipcu ubiegłego roku na białaczkę i pozostawiła Cohena w pustce, której nie potrafił, ani nie chciał wypełnić. „Wiedz, że jestem tak blisko za tobą, że gdybyś wyciągnęła rękę, dotknęłabyś mojej” – napisał Leonard Cohen w liście do miłości swojego życia.

Nagroda Księcia Asturii i jak Leonard Cohen pojmował poezję

Kiedy w 2011 roku Leonard Cohen otrzymał nagrodę Księcia Asturii, wygłosił przemówienie, które zapadło w pamięć każdego, kto kocha poezję.

W eleganckim garniturze i z krzywym uśmiechem, posługując się spokojnym tonem kogoś, kto żył z dala od życia, powiedział, że nagrody, które otrzymał za swoją pracę jako poeta były nieco mylące.

Dlaczego? Uważał, że to poezja przyszła do niego, a więc była czymś, nad czym nie miał kontroli. W tym sensie stwierdził z typowym dla siebie poczuciem ironii, że gdyby wiedział, gdzie ją znaleźć, szukałby jej towarzystwa częściej. Stąd czuł się jak szarlatan, otrzymując nagrodę za coś, co uważał za naturalne, a nie za zasłużone.

Bez względu na to, czy była to zasługa czy nie, oczywiste jest, że wartość jego pracy jest niepodważalna, a jego umiejętności i twórczość to dla nas wyjątkowy prezent.

W swojej krótkiej przemowie powiedział również, że od 40 lat miał hiszpańską gitarę i poczuł nieopartą chęć powąchania jej przed wyjazdem do Hiszpanii. Powiedział, że kiedy ją powąchał, miał wrażenie, że drewno nigdy nie umiera.

Dzięki swojej pracy i swojemu geniuszowi, zapewnił, że zawsze będzie dla nas jak drewno; w naszych sercach nigdy nie umrze.

WIĘCEJ DLA CIEBIE