„Zielona mila”: film jedyny w swoim rodzaju

16 lutego, 2020
„Zielona Mila” to jeden z tych filmów, które nigdy nie przestają wywoływać łez w oczach oglądających go ludzi. Przeczytaj nieco więcej o tym arcydziele światowego kina w naszym artykule!

Niektóre filmy zapewniają nam coś więcej, niż samą tylko rozrywkę. Dotykają wręcz Twojej duszy. „Zielona Mila” z 1999 roku jest z pewnością jednym z nich.

Podsumowanie tego wybitnego obrazu kinowego w zaledwie kilku słowach nie jest łatwym zadaniem. Dlatego właśnie postanowiliśmy poświęcić nasz dzisiejszy artykuł temu niesamowitemu dziełu „siódmej muzy”, jakim bez wątpienia jest „Zielona mila”.

„Zielona Mila” to jeden z tych filmów, które nigdy nie przestają wywoływać łez w oczach oglądających go ludzi. Dowiedz się czegoś więcej o tym arcydziele światowego kina poświęcając zaledwie kilka minut na lekturę naszego dzisiejszego artykułu!

„Zielona mila” to bez wątpienia jedyny w swoim rodzaju film

Nie tylko my tak twierdzimy. To naprawdę jest dzieło jedyne w swoim rodzaju. Dlaczego taką właśnie cieszy się opinią? Po pierwsze, „Zielona mila” (oryg. The Green Mile) jest jednym z tych filmów, które trudno jest skatalogować lub opisać. Niektórzy krytycy określają go jako dramat.

Inni twierdzą, że jest to obraz pełen tajemnic lub nawet thriller. Niektórzy uważają nawet, że film ten najlepiej pasuje do gatunku science fiction.

Prawdę mówiąc, „Zielona mila” oferuje wiele argumentów pozwalających umieścić ją w tych właśnie gatunkach. Ale jednocześnie wszyscy się mylą. „Zielona Mila” ma wystarczająco dużo różnych elementów, aby należeć do którejkolwiek z tych kategorii, ale tak naprawdę bez przynależności do którejkolwiek z nich.

John Coffey

To właściwie adaptacja książki Stephena Kinga o tym samym tytule. Ten film nie jest jedyny w swoim rodzaju tylko dlatego, że tak trudno go sklasyfikować. Ma także absolutnie unikatowe postacie, fabułę i kontekst.

Głównym bohaterem „Zielonej mili” jest strażnik więzienny o imieniu Paul Edgecomb. Jego zadaniem jest monitorowanie więźniów przebywających w celi śmierci więzienia Cold Mountain (nazywanego „zieloną milą”) znajdującego się w Luizjanie. Fabuła filmu umiejscowiona została w latach 30. XX wieku.

Grany przez Toma Hanksa Paul Edgecomb wraz ze swoją grupą strażników więziennych zaczynają doświadczać dziwnych rzeczy po przybyciu niezwykłego więźnia, Johna Coffeya. Coffey to ciemnoskóry mężczyzna o wzroście blisko dwóch metrów i potężnej postury. Jest przy tym niezwykle silny i jednocześnie bardzo niezwykle wrażliwy.

Z czasem Jonh Coffey pokazuje, jak wyjątkowym jest człowiekiem dzięki swojej niesamowitej mocy, którą stara się utrzymać w tajemnicy.

Emocje to prawdziwe gwiazdy filmu „Zielona mila”

Paul i John są głównymi bohaterami tego filmu, przynajmniej na papierze. Ale tak naprawdę w trakcie seansu szybko odkryjesz, że jednym z kluczowych składników tego obrazu są emocje.

Mówimy tak, ponieważ jednym z największych osiągnięć filmu jest prezentowanie na ekranie wielu różnych emocji, które w znaczący sposób wpływają na odbiór poszczególnych wydarzeń wchodzących w skład fabuły u widza.

W wielu miejscach „Zielona mila” jest jak kameleon. Może być zabawna, niezwykle dramatyczna, trzymająca w napięciu, a nawet przerażająca. Czasami nawet w jednej scenie.

John Coffey jest nośnikiem pewnej tajemniczej mocy emocjonalnej. Pomimo tego, że znajduje się w celi śmierci za rzekome zamordowanie dwóch małych dziewczynek, ten tajemniczy więzień wydaje się równie wrażliwy, naiwny i optymistyczny jak dziecko.

Istnieje przy tym wyraźny kontrast między jego zachowaniem a tym, jak możemy go postrzegać na podstawie jego gabarytów i postury.

John ma także specjalną moc. Otóż potrafi on eliminować choroby, które toczą ludzi w jego otoczeniu. Niestety wchłania on ich schorzenia w siebie samego. W miarę rozwoju wydarzeń wykorzystuje tę moc na coraz większej liczbie osób.

Jego wyjątkowa wrażliwość daje mu zdolność do odczuwania empatii wobec każdego, kto cierpi. I używa przy tym swojej mocy, aby przynieść im ulgę.

Niezaprzeczalna dobroć prezentowana przez Johna Coffeya

Czy niektórych ludzi cechuje czyste dobro, podczas gdy inni są z gruntu rzeczy źli? Osobiście tak nie sądzę. Uważam bowiem, że istnieją działania, zachowania i postawy, które możemy opisać w tych kategoriach, ale nawet jako takie wydają się one być mocno zredukowanym i uproszczonym obrazem rzeczywistości.

Jednak John Coffey jest zdecydowanie jedną z osób, które można ogólnie określić jako dobre. Moc, o której wspomnieliśmy powyżej, czyni go kimś, kto stara się czynić dobro niemal instynktownie.

Jego postać to przedstawienie działania opartego na dobrze rozwiniętym kompasie moralnym. Używa on swojej mocy dla każdego, kto jej potrzebuje, bez względu na to, czy ten ktoś traktował go dobrze i był miły, czy też nie.

Zielona mila i płynąca z niej smutna lekcja

W otoczeniu pełnym nienawiści, w którym ludzie noszą broń, zabijają innych i nadużywają swojej władzy, John Coffey jest prawie jak cud. On sam w sobie jest potężną siłą natury. Źródłem tej mocy jest miłość, którą wyraża na wiele różnych sposobów, jak na przykład poprzez cieszenie się różnymi drobiazgami.

Gdyby ten nadprzyrodzony człowiek pojawił się w naszym życiu, zasadniczo nie mielibyśmy innego wyboru, jak tylko opiekować się nim, aby mógł dalej czynić dobro na świecie. Aby mógł poprawić życie każdej osoby, z którą kiedykolwiek się zetknął.

Michael Clarke Duncan grający Coffeya

Ale nie tak dzieje się w tym filmie. Z powodu serii następujących po sobie wydarzeń i faktu, że John jest czarnym mężczyzną w Ameryce lat 30. ubiegłego wieku, „Zielona mila” nie ma jednak szczęśliwego zakończenia. Ostatecznie John Coffey został skazany na krzesło elektryczne i wyrok na nim wykonano.

Dziwne jest jednak to, że sam John sprawia wrażenie człowieka, który chce, aby rzeczywiście był to jego koniec.

W tym całkowicie niewrażliwym świecie jego nadwrażliwość sprawia mu więcej bólu, niż może się nam wydawać. Ale prawdziwy świat, w którym żyjemy, tak naprawdę nie różni się od świata zaprezentowanego w filmie „Zielona mila”.

Po zakończeniu seansu trudno odgonić od siebie wrażenie, że gdyby John Coffey miał żyć w naszym obecnym świecie, jego życie miałoby to samo nieszczęśliwe zakończenie.

W trakcie swojego życia niektórzy ludzie postępują zawsze dobrze, gdziekolwiek się udają, nawet jeśli nie wiedzą dlaczego. Ale nie zawsze dajemy tym ludziom traktowanie, na które zasługują. Jest to smutne, ponieważ w tym pełnym znieczulicy świecie każdy przejaw wrażliwości jest czymś naprawdę rewolucyjnym.