Niech straci Cię ten, kto usilnie się o to stara

· Maj 15, 2018

Niech straci Cię ten, kto usilnie się o to stara, nie powstrzymuj go. Niech straci Cię ten, kto naprawdę się o to stara obdarzając Cię egoistyczną namiastką miłości, zależnością, emocjonalną pustką. Pozwól mu zwyciężyć w walce, w której jedyną stawką jest strata Ciebie. Niech wygra, niech straci Cię, niech dodatkową premią będzie ostatnie Twoje słowo: żegnam!

Istnieje coś, czego nigdy nie powinniśmy skazywać na stratę. Tym czymś jest nasza godność osobista.

Istnieje pewna bardzo interesująca książka, do której wydania przyczynili się neurolodzy Amir Levine i Rachel Heller, zatytułowana „Attached. The New Science Of Adullt Attachment And How It Can Help You Find – And Keep – Love” (niedostępna w języku polskim), która szerzej opisuje omawiany przez nas temat.

Mózg człowieka jest zaprogramowany w taki sposób, że szuka wsparcia i potrzebuje otrzymywać je od innych. Jak się okazuje, potrzebujemy mieć odczuwać poczucie bezpieczeństwa w tworzonych przez nas więziach, niezależnie czy będą one tworzone w kontekście przyjaźni, rodziny, czy miłości.

„Odczuwałem strach przed stratą kogoś wyjątkowego i w końcu przegrałem, ale przeżyłem! I nadal żyję!”

-Charles Chaplin-

Niech straci Cię ten, kto na Ciebie nie zasługuje

Chociaż wielu z nas może nie spodobać się użyty dalej termin, to na poziomie neuronalnym istnieje jasna ewidencja, że człowiek jest zależny emocjonalnie. Nie oznacza to jednak, że musimy zależność tę postrzegać jako uwięzienie przez drugą osobę, czy grupę osób. Mówimy o naszej potrzebie bycia kochanymi, szanowanymi, o potrzebie odczuwania, że możemy liczyć na drugą osobę.

Budowanie relacji, która opiera się na stałej walce sił, w której jedna osoba zawsze wygrywa jest bardzo bolesne. Również życie z kimś, kto zawsze obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje słowa sprawia, że nie ma miejsca na bezinteresowną miłość. W naszym mózgu zawsze najpierw dominuje stres. To on stanowi biologiczny bezpiecznik, który ostrzega nas, że w takim związku coś idzie nie tak jak powinno.

W naszym wnętrzu zaczyna się rozpadać oczywiste założenie, że kto Cię kocha, darzy Cię szacunkiem, oferuje wsparcie, bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli dostrzegamy, że brakuje nam tych elementów, szybko znajdziemy się w cyklu opartym na braku zaufania, słabości i niepokoju.

Człowiek stąpa po wielorybach

Niech straci Cię ten, kto wykorzystuje miłość w nieczystej grze

Wszyscy dobrze wiemy, że sukces danego związku zależy od wielu czynników. Jednym z nich jest bez wątpienia umiejętność wzajemnego wspierania się i umiejętność przyjmowania pomocy. Jeśli jedna z tych umiejętności zawodzi i potrzeby partnera spychane są na dalszy plan, relacja zaczyna się osłabiać i tracić na wartości.

Choć mogłoby się wydawać inaczej, tego rodzaju zachowania wcale nie są łatwe do wykrycia. Czasem ktoś sobie z nami pogrywa lub nas wykorzystuje, kiedy wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wydaje się wręcz, że używa się nas niczym pionków na szachownicy. W obronie interesów „króla” nasze marzenia, nadzieje i motywacja oddawane są stopniowo niczym poszczególne pionki.

Jako, że nic nie dzieje się bez przyczyny, taki stan rzeczy da się logicznie wyjaśnić. Otóż kiedy dwie osoby łączą się ze sobą, ich związek znaczy o wiele więcej, niż wartość jego dwóch poszczególnych elementów. Tworzy się system, który działa niczym sfera pełna dynamiki, która z jednej strony wywiera na nas wpływ, z drugiej zaś strony mamy w zwyczaju ją nazbyt ją idealizować.

Mówimy sobie, że ta relacja jest ostateczna, że jest idealna, że w tym związku nie dość, że będziemy się rozwijać wspólnie, to również znajdzie się miejsce na indywidualny rozwój każdej jednostki z osobna.

Diamentowa kula

Dlaczego usprawiedliwiamy niestosowne zachowania?

Utrzymujemy tego rodzaju wierzenia połączone z wewnętrznym dialogiem, ponieważ nasz umysł tego właśnie potrzebuje: chcemy odczuwać poczucie bezpieczeństwa zarówno pod względem emocjonalnym, jak i psychicznym. Jednakże dzień po dniu idealny blask diamentu zwanego związkiem staje się coraz bardziej przygaszony. Stopniowo pojawia się brak szacunku, rozczarowanie, szantaż emocjonalny.

Kiedy zachowania takie pojawiają się w związku po raz pierwszy, rzadko kiedy ktoś od razu na nie reaguje. Rozum nastawiony jest na to, co dobre, szybko więc szuka usprawiedliwień wmawiając sobie, że „to tymczasowe”, „na pewno się zmieni”, „jeśli mnie kocha na pewno zda sobie sprawę z tego, że robi mi krzywdę”.

Jednakże dni mijają i związek zaczyna przypominać leciwy domek z kart. Nie zapewnia już poczucia bezpieczeństwa. Trzeba wiedzieć, kiedy dać sobie spokój i odejść, zanim staniemy się ofiarą niespełnionych oczekiwań, zanim zmienimy się w przegranych. Działaj więc zgodnie z dewizą omawianą w tym artykule: niech straci Cię ten, kto usilnie się o to stara.

Kto naprawdę kocha, nie pogrywa

W cytowanej wcześniej książce neurolodzy Amir Levine i Rachel Heller wskazują, że osoby niedojrzałe emocjonalnie mają tendencję do traktowania miłości niczym gry. Posiadają profil osób, które reagują tylko na to, co przynosi dana chwila, na natychmiastową nagrodę i na możliwość zaspokojenia swoich własnych pragnień.

Czasem strata oznacza wygraną, a nie znalezienie tego, czego się szuka oznacza odnalezienie samego siebie

-Alejandro Jodorowsky-

Osoby takie z pełną gotowością zdobędą dla Ciebie księżyc, ale tylko wtedy, jeśli w zamian oddasz im słońce. Składają obietnice, gdy są w dobrym humorze i zrzucają na Ciebie winę, gdy coś nie idzie po ich myśli.

Powstaje zatem pytanie: dlaczego czasem zakochujemy się właśnie w kimś takim? W rzeczywistości nie istnieje jasno sprecyzowany powód. Można jednak powiedzieć, że w jakiś sposób pociąga nas w nich ich dynamizm, intensywność podejmowanych przez nich działań.

Żarówka - latające ćmy

Nie powinniśmy jednak dać się oszukiwać. Miłość to nie gra. Jeśli więc ktoś z Tobą pogrywa, niech Cię straci. Niech straci Cię ten, kto usilnie się o to stara. Zakańczając krzywdzącą relację również Ty stajesz się ostatecznie tym, kto zwycięża. Zwyciężasz godność, poczucie własnej wartości i odwagę.

Nie powinniśmy zapominać, że dojrzałość emocjonalna określana jest również przez naszą zdolność do obserwowania rzeczywistości, a także przez umiejętność odpowiedniego zachowania się w określonych sytuacjach. Robimy to nawet wtedy, gdy okazuje się to bolesne, gdy serce kraja się na pół. Satysfakcja z tego, że zachowaliśmy się dokładnie tak, jak należało postąpić sprawi, że nie będziemy się powstrzymywać przed realizacją tego, co już ustaliliśmy w naszych myślach.