Król Lew: próbując obudzić nostalgię

07 sierpnia, 2020
Remake zawsze jest wyzwaniem, ale jeśli jest to również film, który pozostaje głęboko w pamięci wielu osób, problemy jeszcze bardziej się komplikują. Król Lew to klasyk, co do tego nie ma wątpliwości. To wielki klejnot Disneya z lat 90. Dziś przyjrzymy się bliżej jego remake'owi.

Okres od 1989 do 1999 roku był wspaniałym okresem dla wytwórni Disneya. W tamtych latach powstały klasyczne już dzisiaj tytuły: Mulan, Tarzan, Hercules, Piękna i Bestia, Mała Syrenka i oczywiście Król Lew.

Disney lubi bawić się z nostalgią. Ostatnio przerabia filmy, które zachwyciły te osoby, które były dziećmi w latach 90-tych. Właśnie tamten okres często nazywa się „Renesansem Disneya”. To publiczność, która bez wątpienia pójdzie do kina, aby powrócić do przeszłości i wspomnień.

Ale później czasami wychodzi z kina zirytowana, ponieważ remake nie spełnił jej oczekiwań. Jeden z ostatnich remake’ów to jednocześnie jeden z najbardziej ukochanych przez tą świeżo upieczoną dorosłą widownię. Mówimy o Hamlecie naszej epoki, którym okazał się nie kto inny, tylko Król Lew.

Disney zmienił wówczas profil swojej produkcji. Powstawały filmy wysokiej jakości, które z przyjemnością oglądali nawet dorośli. Pojawiły się w momencie dość jeszcze odległym od nowych technologii. Jednak postęp techniczny był już wystarczający, aby przenieść magię animacji na poziomy, których nigdy wcześniej nikt nie osiągnął.

W tamtych latach właśnie te niezapomniane produkcje dostarczały rozrywki najmłodszym. Internet wciąż był jeszcze fantazją przyszłości i kino dawało – warto jeszcze raz to podkreślić – absolutnie ekscytujące doświadczenie.

Wśród wszystkich tych filmów Król Lew szczególnie wyróżnia się na tle innych. Ten film znalazł się na ustach wszystkich, nikt nie może go nienawidzić i wszyscy poddają się jego urokowi. Ta fascynacja sprawiła, że ​​stał się musicalem, który wciąż wypełnia widownie teatrów. Nie jest więc zaskoczeniem, że studio Disneya chciało ponownie do wykorzystać dzięki przeróbce.

Co przynosi nam ta nowa wersja klasyka? Jakich aktualizacji możemy się spodziewać?

Dlaczego Król Lew doczekał się remake’a?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, w tym konkretnym przypadku wystarczyłby jeden powód. Ponieważ jest to opłacalne, bardzo opłacalne. Ale sprawa może się okazać nieco bardziej złożona. Prawdą jest, że publiczność z pewnością zgromadzi się, aby zobaczyć nową wersję znanego klasyka z dzieciństwa.

Ale prawdą jest również to, że zwykle jesteśmy bardzo krytyczni wobec remake’ów, a czasem nawet niesprawiedliwi.

Sprawa, która nas dzisiaj interesuje, ma ponadto pewien szczególny charakter. W odniesieniu do innych klasyków Disneya możemy znaleźć rozbieżności wśród publiczności, które ostatecznie autoryzują twórczą swobodę twórców filmowych. Jednak z Królem Lwem jest inaczej: tu panuje absolutna jednomyślność.

Dla wielu jest bezapelacyjnie to jeden z najlepszych filmów Disneya. Dla innych jest wręcz najlepszy, jaki istnieje i to nawet na listach, które obejmują nie tylko filmy animowane.

Zatem nostalgia i absolutne uwielbienie to wielkie wyzwanie dla wszelkiej twórczej wolności. Oznacza to, że Król Lew staje się w pewien sposób nietykalny. A zatem nie ma już możliwości modyfikowania, zmieniania lub ozdabiania. Każdy dodany element – bez względu na to, jak dobre są intencje – będzie krytykowany.

Przyczyny, które mogą doprowadzić do remake’a, są bardzo różnorodne. Poczynając od próby opowiedzenia historii z innego punktu widzenia po aktualizację jej wartości, poprzez zamierzone odejście od oryginału.

Interesujące jednak jest to, że oryginalny Król Lew sam w sobie już jest przeróbką lub remake’em. To swoista adaptacja Hamleta, który – przeniesiony do królestwa zwierząt – przedstawia nam coś bardzo podobnego do sztuki Szekspira.

Przebudzenie nostalgii

Po obejrzeniu wersji 2019 zdajemy sobie sprawę, że jej twórcy byli bardzo świadomi tego, jak trudne było naruszenie klasyki. W efekcie pozostali bardzo wierni – nawet w nadmiarze – oryginałowi.

W tym kontekście warto zapytać, po co w ogóle zrobiono remake. Czy chodzi o nostalgię? O powrót nowych dorosłych do dzieciństwa, do „Renesansu Disneya”? A może jedynym powodem są przyczyny finansowe?

Kadr z filmu Król Lew

Tak czy inaczej, film realizuje swoją misję, publiczność idzie do kina i daje się ponieść nostalgicznemu żywiołowi. Dużą rolę odgrywa tu równie bardzo dobrze zrealizowana ścieżka dźwiękowa, która przywraca niezapomniane motywy z oryginału.

Podobnie, Król Lew 2019 staje się przyjemnym filmem o doskonałej jakości wizualnej, o którym jednak prawdopodobnie zapomnimy za kilka lat. Być może był on z góry skazany na taki los, gdyż prawie nie pokazuje niczego nowego. Ale być może nie chcieliśmy też niczego nowego, jedynie tę obiecaną podróż do najsłodszego dzieciństwa.

Król Lew a ślady Hamleta

Jak wspomnieliśmy wcześniej, Król Lew powstał inspirowany przez Hamleta. Podobieństwa są bardziej niż oczywiste, ale pokazano je w bardziej przyjaznym tonie i w sposób bliższy widownie dziecięcej. Hamlet był absolutnie nowatorską sztuką w swoim czasie.

Zagłębiając się w głębię postaci i aspekty psychologiczne, zerwał z tradycją i wyprzedził epokę. Tragedia ta wywarła ogromny wpływ na literaturę światową i nie ma żadnych wątpliwości co do jej roli jako klasyka.

Król Lew, oprócz odniesień do sztuki Szekspira, skupia się na emocjach, uczuciach i motywacjach swoich bohaterów. Historia zarysowana w taki sposób, pomimo, że jest opowiadana przez zwierzęta, okazuję się głęboko ludzka.

W Hamlecie Szekspir nie tylko mówił o zemście, ale rozłożył ludzką naturę na czynniki pierwsze, rysując postacie, które doprowadziły do ​​nieskończonej liczby analiz z bardzo różnych perspektyw. Król Lew natomiast lepiej pokazuje Mufasę i głębiej zagłębia się w relacje między ojcem i synem.

Klatka z filmu

W ten sposób publiczność dziecięca znajduje głębokie uzasadnienie zemsty odczuwając empatię dla bohatera.

Tak więc Król Lew nie tylko przypomina Hamleta w swojej fabule, ale także poprzez rolę, jaką odgrywa w zbiorowej wyobraźni i studiach Disneya. Łączy dramat, komedię, muzykę i czyni nas uczestnikami tragedii śmierci bliskiej osoby.

Nowy Król Lew zakłada również głębszą wizję postaci, pozostawiając zbyt dziecinne podejście, które charakteryzowało kino animowane. Tym samym lepiej dociera także do dorosłych odbiorców.

Król Lew: znaczenie naszej planety

Choć w zasadzie nie zmienia oryginalnej fabuły, Król Lew 2019 roku nieco inaczej przedstawia pewne przemówienie. Ta scena znana jest również z wersji z lat 90-tych, jednak teraz została zaktualizowana i obdarzona wartością dodaną.

Mówimy właściwie o ukrytym przesłaniu w całym filmie, które zostało wyrażone w kilku postaciach. Chodzi o wykorzystanie zasobów naturalnych – wartość natury.

Cykl życia jest kluczowym motywem w filmie. Mufasa wyjaśnia Simbie, dlaczego trzeba zrozumieć, że ​​wszystkie istoty mają fundamentalne znaczenie. Od zwierząt po rośliny. Co się stanie, jeśli chciwość doprowadzi nas do korupcji i zaczniemy nadużywać zasoby, które daje nam ziemia? Cykl się przerwie, a przez to życie stanie się niemożliwe.

Bohaterowie, jako lwy mogłyby stać po stronie „silnych”, ponieważ to one żywią się innymi zwierzętami roślinożernymi. Jednak Mufasa podkreśla znaczenie faktu, że ich ciała, po śmierci, będą karmić ziemię, na której rodzi się roślinność, która z kolei zostanie skonsumowana przez roślinożerców.

Tak więc, jeśli wszyscy spełniają swoją rolę i nie nadużywają swojego stanu, życie będzie harmonijne i możliwe. Nawet jeśli czasami może się to nam wydawać niesprawiedliwe.

Skaza będzie postacią ucieleśniającą chciwość, zepsucie władzą i chęć posiadania wszystkiego. Nie ma dla niego znaczenia, że ​​reszta zwierząt w jego królestwie głoduje, że na ziemi już nie wyrastają rośliny… Tak oto obserwujemy, jak Skaza przyczynia się do zniszczenia własnego świata.

Ważne przesłanie

Przesłanie to stanowi wyraźną analogię do naszej planety. Przypomina sytuację kryzysową, w której się znajdujemy, oraz problemy wynikające z nierównego i niewłaściwego podziału zasobów.

Tak oto, nowy Król Lew, nie odchodząc od oryginału, pobiera przesłanie i przekłada na na nasza współczesną rzeczywistość.  To sprawia, że publiczność identyfikuje się z tym, co widzi na ekranie.

Oryginalny Król Lew zawsze jednak pozostanie klasykiem klasyków Disneya i prawdopodobnie za kilka lat nie będziemy nawet pamiętać o tej nowej adaptacji. Z pewnością nie będziemy do niej wracać po setki razy, jak to było w przypadku pierwszego filmu.

Jednak nie zmienia to faktu, że podczas oglądania remake’u z pewnością chwyci nas nostalgia. Sprawi, że przypomnimy sobie dzieciństwo, znów zechcemy zobaczyć oryginał i zmusi nas do nucenia piosenek, które dla wielu są częścią ścieżki dźwiękowej naszego życia.