Kochałam go bardziej niż siebie: zależność w związku

Kochałam go bardziej niż siebie: zależność w związku
Angela C. Tobias

Napisane i zweryfikowane przez psycholog Angela C. Tobias.

Ostatnia aktualizacja: 15 stycznia, 2023

„Kochałam go bardziej niż siebie”. To nie tytuł najnowszego filmu romantycznego. Gdyby tak było, byłby to raczej horror. To opowieść przedstawiająca zależność w związku. Jej bohaterowie nie mają jednak pojęcia, że grają. Odgrywają swoje sceny na automatycznym pilocie, według scenariusza, którego nigdy nie napisali.

Tego rodzaju “film” ma zwykle kilka kolejnych części. Wszystkie te historie są złe i mają podobną strukturę. Są powtarzalne i niepotrzebne. Kochanie swojego partnera bardziej niż siebie sprawia, że całkowicie zapominasz o wszystkim innym i nagle orientujesz się, że jesteś w środku dantejskiego piekła. Oto moja historia.

Słuchałam go bardziej niż siebie

Słuchałam go bardziej niż siebie. Zmniejszyłam moc mojego głosu, podczas gdy jego ton stał się ogłuszający. Nawet dzisiaj wspomnienia dzwonią mi w uszach, kiedy ja milczę. Zupełnie straciłam poczucie czasu. Trwało to przez tyle dni, miesięcy i lat, że nie pamiętałam już, jak brzmiał mój głos.

Mówiliśmy różnymi językami i nawet nie używaliśmy tego samego alfabetu. Zapomniałam, jak brzmi mój własny język. Dzisiaj nadal często mam problem ze zrozumieniem własnych myśli i przekształceniem ich w sensowne słowa. Czasami nie jestem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. To tak, jakbyś nie odzywał się przez długi czas, przez co Twój głos stał się słaby.

Chociaż nie mogłam wypowiedzieć wielu słów, moje ciało krzyczało. Moja bezsilność zamieniła się w ściśnięty żołądek, granice, których nie mogłam wyznaczyć, stały się bólami w klatce piersiowej, a mój strach stał się nieustanną migreną. Właściwie wszystko, czego sama nie mogłam powiedzieć, było wyrażane przez moje ciało.

Smutna kobieta

Wierzyłam w niego bardziej niż w siebie

Wierzyłam mu bardziej niż sobie. Zrezygnowałam z intuicji, która pozostawiała moich w ustach naprawdę gorzki posmak. Jak pierwsza poranna kawa po nieprzespanej nocy, była marnym lekarstwem na znacznie większy problem. Ja tylko brałam szybki łyk i starałam się nie myśleć za dużo.

Roztrzaskałam własny kompas i chodziłam na oślep, potykając się o wszystko. Byłam śmiertelnie przerażona. Nie mogłam i nie chciałam otworzyć oczu, chociaż wiedziałam, że potrzebuję ich bardziej niż kiedykolwiek. Podążałam za nim, choć w głębi duszy wiedziałam, że nie chcę tego robić. Najgorsze było to, że oszukiwałam i zdradzałam samą siebie.

Zgadza się, kłamałam i oszukiwałam samą siebie. Nie słuchałam się i ukrywałam, mimo że moje ciało krzyczało na mnie. Były to krzyki niepokoju, spowodowane faktem, że zostałam zdepersonalizowana. Zapomniałam kim jestem i jaki mam cel. Czasami nadal nie mogę sobie przypomnieć.

Straciłam współczucie dla siebie

Bardziej współczułam jemu niż sobie. Bez końca słuchałam jego wyrazów bólu. Chciałam zrozumieć i pojąć wszystko, co go dotyczyło. Chciałam leczyć i kochać jego rany, mimo że często ranił mnie. W efekcie zapomniałam, że jego ból był tylko jego i przestałam odczuwać własny ból. Moja zależność w związku rosła.

Tak bardzo starałam się go zrozumieć. Nie miało znaczenia, co robił – miał wszystko, czego chciał. Jednak zapomniałam, że ja też się liczę. Teraz żałuję, że nie miałam dla siebie takiego współczucia i zrozumienia. Nie musiałam żyć w takiej męce.

Tę odrobinę empatii, którą miałam dla siebie, postrzegałam jako formę okrutnego i despotycznego wewnętrznego głosu. Teraz zdaję sobie sprawę, że mój najgorszy wróg patrzył na mnie z lustra. Moją najgorszą bitwą była ta, którą stoczyłam sama ze sobą, kiedy rozpoznałam swoje najsłabsze punkty i bezlitośnie się za nie karałam. Jak we wszystkich zależnych związkach, byłam swoim największym wrogiem.

Kobieta zakrywająca twarz przed lustrem

Zależność w związku – moja historia

Stawiałam go na pierwszym miejscu, ale już tak nie robię. Zapomniałam, że byłam czymś więcej niż tym, co on we mnie widział. Teraz uśmiecham się na myśl o tym ogromnym wszechświecie wewnątrz mnie, którego odkrywania i eksploracji nigdy nie skończę.

Tak, kochałam go bardziej niż siebie. To nie czyni mnie lepszą osobą, milszą osobą ani ofiarą. Po prostu brakowało mi miłości do siebie i odwagi, by upuścić ten płonący łańcuch, który parzył mi ręce. Przestałam się jednak obwiniać i teraz jestem przepełniona współczuciem dla siebie.

Są pewne części mnie, które umarły na zawsze wraz z tym związkiem. Jestem wdzięczna każdej z nich za to, że pełniła swoją rolę i oczywiście za to, że odeszła i dała mi przestrzeń na nowy sposób bycia. Te elementy mnie samej zrodziły się w obliczu największego lęku przed moją zależnością w związku, przed niemożnością życia bez partnera. Potem nagle ziarno miłości własnej zaczęło kiełkować i pokazało mi, że życie toczy się dalej. Moja codzienność stopniowo się uspokaja.

Chociaż straciłam i zgubiłam wiele rzeczy na kamienistej ścieżce, którą kroczyłam, zaangażowałam się w coś nowego. To zobowiązanie do stawiania siebie zawsze na pierwszym miejscu. Co więcej, chcę znaleźć siebie, bez względu na to, jak trudne może to być. Nie przestanę szukać siebie, nawet jeśli wciąż będę wracać myślami do tego ciemnego miejsca, w którym jest tylko ból.

To może Cię zainteresować ...
Nasza esencja czyni nas tym, kim jesteśmy
Piękno umysłu
Przeczytaj na Piękno umysłu
Nasza esencja czyni nas tym, kim jesteśmy

Istota jednostki składa się z zestawu cech, które czynią ją tym, kim jest. Czym tak naprawdę jest jednak nasza esencja?



  • Sierra-Siegert, M. (2008). La despersonalización: aspectos clínicos y neurobiológicos. Revista colombiana de psiquiatría37(1), 40-55.

Treści zawarte na Piękno Umysłu służą wyłącznie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie zastępują one diagnozy, porady ani leczenia u specjalisty. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości najlepiej skonsultować się z zaufanym specjalistą.