Emocjonalna zależność podcina skrzydła, a nie miłość

· Kwiecień 13, 2018

„Nie mogę bez Ciebie żyć” to chyba jedna z najczęściej spotykanych ekspresji wyrażanych w piosenkach, poematach i codziennych konwersacjach. Za stwierdzeniem tym kryje się emocjonalna zależność. Nie wspominając radia i telewizji, wszystkich emitowanych tam seriali, których nieodłącznym elementem jest wątek miłości. Emocjonalna zależność eksponowana jest również w książkach.

Emocjonalna zależność kryje się również w wielu innych powszechnie używanych zwrotach. Mawia się na przykład, że „bez Ciebie jestem nikim”, czy „z Tobą na koniec świata”. Na pierwszy rzut oka to piękne wyrazy miłości. Ale kiedy przyjrzeć się im nieco bliżej, wychodzi na jaw ukryta prawda. Rzeczywistość dowodzi, że za tymi wyrazami miłości kryje się deklaracja zależności. Ta z kolei stanowi wielkie zagrożenie.

„Powiedział jej, że miłość była uczuciem przeciwnym naturze, że skazuje dwie nieznane sobie osoby na skąpe i niezdrowe uczucie zależności tym krótsze, im bardziej intensywne”

Gabriel García Márquez

Jak widzimy, w tej samej społeczności, która powtarza miłosne wyznania, podsyca się jednocześnie element zależności. Co ciekawe, w tych samych miłosnych przekazach czysta miłość traci swój sens i ustępuje miejsca cichej walce, która krok po kroku zaczyna wyniszczać każdą relację. Nigdy nie prowadzi do czegoś dobrego.

Czy umiemy zidentyfikować moment, w którym kończy się miłość, a zaczyna emocjonalna zależność? To nie łatwe zadanie. Przeszkadza w tym wiele czynników. Między innymi duma i strach przed samotnością stają się niczym bandaż na naszych oczach, który uniemożliwia nam dostrzeganie rzeczywistości.

Jeśli w całej tej sytuacji jest jednak jeden aspekt, który pozostawałby nieomylny, to na pewno jest on następujący: w związku, w którym jesteś, cierpisz, ale nie potrafisz go zakończyć. Jeśli tak właśnie jest w Twoim przypadku, to bardzo prawdopodobne jest, że rządzi Tobą emocjonalna zależność.

Emocjonalna zależność – potrzeba kontrolowania lub bycia kontrolowanym

Żyją przyklejeni do swoich telefonów komórkowych, stale wypatrując kolejnej wiadomości od ukochanego. Kiedy staje się dostępna, ale od razu się nie wita, pojawiają się wątpliwości, lęk, wściekłość, przypuszczenia. W rzeczywistości jednak ukochany nie odzywa się, bo jest na zebraniu, w klasie, czy w innym miejscu, w którym po prostu nie może pisać.

Inną możliwością jest to, że po prostu nie chce pisać w tej chwili, nie oznacza to jednak braku szczerej miłości.

Opadłe skrzydła

Z tego powodu wiele relacji zakończyło się, a inne przeżywają poważne problemy. Potrzeba bycia w każdej chwili poinformowanym o tym, gdzie jest druga osoba, co robi, co myśli stanowi dobitne świadectwo, że w danym związku występuje emocjonalna zależność. Sieci społecznościowe pozostawiają wiele miejsca na różnego rodzaju niedomówienia. Status na Facebooku czy Whatsapp-ie zamienił się w oskarżający palec.

Drugą stroną medalu jest przesadna chęć, by partner sprawował nad nami kontrolę. „Czy w ogóle Cię już nie obchodzi co u mnie słychać? Nie obchodzi Cię co robię? Nie jesteś o mnie zazdrosny?” Wydaje się, że dochodzi do grzechu polegającego na pominięciu. Tak więc miłość zamiast wykorzystać wspólny wzrost i rozwój, pokazuje swoje najgorsze oblicze odkrywając brak poczucia bezpieczeństwa.

Manipulacja i emocjonalna zależność

Niezależnie od ceny, jaką przyjdzie zapłacić, trzeba ratować zawiązek. To zupełnie tak jakby łapać się ostatniej deski ratunku po rozbiciu statku. Nie zważa się na to, że ból się powieli. Najważniejsze staje się dla nas nie pozwolenie, by pod jakimkolwiek pozorem partner się od nas oddalił. 

Nie możemy jeść, ani spać. Nasz układ odpornościowy się osłabia i zaczynamy chorować. W tym momencie dochodzi do manipulacji. Wszystkiemu jest winny nasz partner. Jeśli on od nas odejdzie, to nie ma już sensu dalej się wysilać. „Potrzebuję Cię mieć przy sobie, bo bez Ciebie jestem nikim”.

Dziewczyna zaplątana w sznurki - emocjonalna zależność

Teraz oboje czują się pod presją, a nawet odczuwają poczucie winy za zaistniałą sytuację. Chociaż już nie kocha, to zostaje. Nie chce ponosić odpowiedzialności za to, że z jego powodu druga osoba cierpi. To by było niewybaczalne. Na tym etapie nie można już mówić o miłości. Jeśli relacja się utrzyma, od tej chwili będzie już tylko źródłem dodatkowego bólu i nieszczęścia.

Co mogę zrobić jeśli emocjonalna zależność dotyczy mojego związku?

Jak zawsze w życiu, podstawową kwestią jest przyznanie, że mamy problem. Przyznanie, że z cudownej miłości zostało już tylko uzależnienie, może wcale nie należeć do łatwych. Może w nas nawet wywoływać lęk. Z odwagą i zdecydowaniem należy jednak nazwać rzeczywistość po imieniu.

Łatwo jest oczywiście zacząć idealizować partnera i nie umieć przezwyciężyć tego, co powstaje w fazie zakochiwania się. Z tego powodu trudno jest ustanowić zdrową relację, ponieważ wszystko zostaje porównane do związku z pierwszym partnerem. Zależność emocjonalna produkuje efekt polegający na odrzucaniu wszystkiego, co nie jest idealizowane.

Bezpośrednia rozmowa jest zatem nieodzowna. Nie ma ona na celu narzucić naszego sposobu myślenia, nie chodzi też o to, by w jakiś sposób poddać się manipulacji. Najlepszym rozwiązaniem jest powiedzenie szczerej prawdy i uwolnienie drugiej osoby od miłości, która już nie uskrzydla, ale raczej zatruwa. 

Żagle - skrzydła

Zerwanie z człowiekiem, którego wciąż kochamy nieodłącznie niesie za sobą żałobę. To zupełnie tak jak wtedy, gdy śmierć zabiera nam kogoś bliskiego. Na początku następuje wyparcie, nie chcemy dopuścić myśli, że dana osoba nie będzie już u naszego boku. Następnie przychodzi smutek. Później dociera do nas strata. W końcu coś się w nas zmienia i znów jesteśmy gotowi zacząć wszystko od nowa.

Zdjęcia dzięki uprzejmości M. Lafontan y Zemael