Rozczarowani: Matt Groening i średniowieczna satyra

20 Kwiecień, 2020
 

Rozczarowani, serial autorstwa Matta Groeninga, nie miał zbyt dobrego startu głównie ze względu na to, że za bardzo naśladował swoich poprzedników. Wraz z nowym sezonem serial nabiera kształtów, a Groening pokazuje nam do czego jest zdolny.

Rozczarowani to serial, który pojawił się na Netflixie w 2018 r. i zyskał bardzo zróżnicowane recenzje. Ta kreskówka została stworzona przez Matta Groeninga, słynnego twórcę takich seriali jak Simpsonowie czy Futurama. Jego fani z niecierpliwością wyczekiwali nowego tworu, chociaż nie wiedzieli do końca, czego mają się spodziewać.

Krytycy dokładnie przyjrzeli się każdemu aspektowi serialu. Po kilku niezbyt dobrych odcinkach zaczęli chwalić tą satyrę rozgrywającą się w odrobinę szalonym średniowieczu.

Matt Groening changes zmienia kierunek

Rozczarowani dystansuje się od swoich poprzedników. Simpsonowie rozgrywają się w rozpoznawalnym dla widza dzisiejszym świecie, który parodiuje obecne amerykańskie społeczeństwo. Z kolei Futurama zaprasza nas do myślenia o przyszłości.

Jednak Rozczarowani zabierają nas na wycieczkę w przeszłość. To przeszłość pełna wyraźnych nawiązań do średniowiecza. Jednak istnieją w niej elementy fantasy, z wyraźnymi wpływami mitologicznymi i mnóstwem przesądów.

W królestwie noszącym nazwę Dreamland żyje księżniczka Tiabeanie – dla przyjaciół Bean. Wszystko zaczyna się gdy, po wcześniejszych ustaleniach, że wyjdzie za mąż, młoda księżniczka decyduje się uciec. Dlaczego? Woli pić piwo i brać udział w przygodach niż poślubić księcia, którego nie kocha.

 

Bean wybiera się w podróż, podczas której postara się odnaleźć samą siebie i wyrwać się konwenansom. W rezultacie wywołuje nieskończoną liczbą katastrof i szalonych sytuacji. Podczas swojej podróży nie będzie sama. U jej boku znajduje się Luci, jej osobisty demon, który próbuje ją namówić, aby przeszła na ciemną stronę mocy.

Dla kontrastu ma również Elfo, małego elfa, który ma dość optymizmu i radosnego życia w jej wiosce. Zanurzy się w mrok i depresję, które ogarniają ludzkie życie.

Jeżeli chodzi o humor, Matt Groening tworzy środowisko, do którego nie do końca pasujemy. Jednak koniec końców jest w stanie nas usatysfakcjonować. Czytając dalszą część artykułu poznasz główne pomysły i przesłania, które kryją się w drugim sezonie Rozczarowanych.

Nowy format

Trzeba przyznać, że na początku wiele osób nie miało pojęcia co sądzić o pomyśle na nowy serial Matta Groeninga dla platformy Netflix. Simpsonowie i Futurama ukazywały się już dość dawno, a od momentu ich emisji gusta publiczności drastycznie się zmieniły. Każdy z nas z rozrzewnieniem wspomina dobre lata Simpsonów i Futuramy, ale dzisiejsze czasy różnią się od minionych.

Sporo widzów źle zrozumiało przesłanie Futuramy, co w ostateczności doprowadziło do zdjęcia jej z ramówki. Z kolei Simpsonowie mają już za sobą swoje dni chwały.

Seriale takie jak Family Guy (Seth McFarlane, 1999) rosły w cieniu kreacji Groeninga, ale koniec końców zmusiły go do wprowadzenia zmian w niektórych aspektach, co nie zadziałało zbyt dobrze w takich klasykach jak Simpsonowie.

 

W takim razie dlaczego Netflix? Ta platforma daje możliwość stworzenia nowej produkcji i daje więcej swobody pisarzom, co ma zarówno dobre, jak i złe strony. W dzisiejszym świecie istnieje jasna tendencja do serializacji. I to właśnie jeden z głównych problemów Rozczarowanych.

Bliżej do serialu

Rozczarowani odbiegają dość daleko od krótkich i zamkniętych epizodów, kierując się raczej w stronę tradycyjnego serialu telewizyjnego. Fabuła rozwija się w sposób stopniowy, z trzymającymi w napięciu zakończeniami odcinków, które mają na celu zachęcić widzów do dalszego oglądania. Poza tym pojawia się więcej taniego humoru.

Jednak problem stanowi fakt, że serial Rozczarowani nie udaje poważnej opowieści. Od razu widać, że to komedia, a w komedii mniej znaczy więcej. Im jest krótsza i bardziej skondensowana, tym lepiej. Widz nie chce być przyklejony do ekranu przez kilka godzin. Zależy mu na paru minutach śmiechu.

Z kolei humor ma tendencję do przekraczania granic absurdu. Ten problem nie pojawiał się w Simpsonach ani w Futuramie. Wszystko dlatego, że w tych serialach zachowano równowagę między krytyką a absurdem. Jednak w tej średniowiecznej satyrze nonsens zdaje się przyćmiewać krytykę, która nie jest w stanie mu dorównać i nie jest wystarczająco kąśliwa.

Porównania

Porównania są nieuniknione, ale nie wypadają na korzyść serialu. Być może gdyby Rozczarowani nie znaleźli się w cieniu swoich poprzedników, nie mieliby aż takich problemów z wpasowaniem się w gusta szerszej publiczności. Jednak w obronie serialu należy powiedzieć, że chociaż nowy format może nie podobać się części osób, to koniec końców warto go oglądać.

 

Zagłębiając się w kolejne odcinki odkrywamy bardziej złożoną i ciekawszą panoramę, a niektóre odcinki spełniają oczekiwania. Należy również pamiętać, że Simpsonowie nie przyciągnęli od razu uwagi widzów już od pierwszego odcinka. Ich fani stopniowo zakochiwali się w serialu.

Postaci są dobrze napisane, a aluzje do innych seriali, zwłaszcza Gry o tron, tworzą historię, w której kryje się o wiele więcej niż można byłoby przypuszczać. Być może nie polubisz Rozczarowanych od pierwszego odcinka, ale w połowie serii z pewnością się w nią wciągniesz.

W drugim sezonie powtórzono znaną już formułę, a wszystko zaczyna nabierać większego sensu.

Rozczarowani: nowe tematy przewodnie i więcej krytyki

Poprzedników serialu charakteryzował fakt, że krytyka bazowała na parodii. Karykaturalne przedstawienie teraźniejszości i przyszłości było typowe dla seriali Matta Groeninga i sprawiło, że weszły do klasyki gatunku. Rozczarowani tonie tylko parodia przeszłości, ale również teraźniejszości, ponieważ musi wpasować się w obecne wymagania.

Dlatego też nie powinno zaskakiwać, że główna bohaterka to kobieta, księżniczka, która jest rozczarowana czasami, w jakich przyszło jej żyć, i która decyduje się przejąć kontrolę nad własnym życiem, choć ma to katastroficzne skutki.

Rozprawa z nierównością

Bean nie jest księżniczką z bajki. Nie jest księżniczką, która stanowi uosobienie cnót średniowiecza. Wręcz przeciwnie: to kompletna katastrofa. Wszystko idzie jej nie tak, a gdzie się nie pojawi towarzyszy jej chaos. Ma problemy z alkoholem i boleje nad tym, że nie jest piękna.

 
Księżniczka Bean

Razem ze swoimi kompanami, Elfo i Luci, tworzy trójcę, która czasami przypomina Fry, Bendera i Leelę z Futuramy. To trio, które znajduje się w najbardziej szalonych sytuacjach.

Krytyka nierównego traktowania kobiet jest widoczna już od pierwszych minut, a Bean łamie wszelkie zasady i podąża za własnym instynktem. W drugim sezonie jesteśmy świadkami prawdziwej parodii średniowiecznego społeczeństwa, jak również niektórych aspektów obecnego.

Wyśmiany król

Serial wyśmiewa postać króla i pokazuje, że w rzeczywistości jest pacynką wykorzystywaną przez jego doradców do ich własnych potrzeb. Pośród nich znajduje się kult, który nawiązuje do Kościoła. Ani król, ani lud, nie przywiązują do tego zbyt dużego znaczenia.

Każdy dba o swoje własne interesy w pałacu, podczas gdy król cieszy się jedząc obfite posiłki i siedząc na tronie, całkowicie nieświadomy tego, co dzieje się w jego królestwie.

Przesądy i religia łączą się z kultem, który przejmuje władzę nad Dreamland. Widzimy niektóre postaci, które nie wierzą w naukę, tylko w magię. Potępiają czarownice i kontrolują opinię publiczną.

Tym samym to właśnie doradcy króla są prawdziwymi władcami Dreamland. Biorą udział w rytualne natury religijnej i seksualnej, a jednocześnie mówią społeczeństwu, co ma robić.

 

Pierwszy sezon Rozczarowanych był przystawką, swoistym przedstawieniem Dreamland i rządzących nim zasad. Za to drugi sezon wydaje się być bardziej dojrzały. Zagłębia się we wszystkie tematy, które zostały jedynie zarysowane podczas pierwszego sezonu.

Zaczyna się rozkręcać i zaskakuje krytyką, która jest bardziej związana ze światem, w którym obecnie żyjemy i nasza historią.

Jak zakończył się sezon?

Serial żegna się z nami po raz kolejny zakończeniem, które zawiesza nas w niepewności sprawia, że chcemy dowiedzieć się więcej o przygodach Bean, Elfo i Luci. Czyni to nie porzucając bardzo ostrożnie zaprojektowanego formatu, któremu blisko jest do steampunk.

Przedstawiając karykaturalną i szaloną wersję naszej przeszłości, Rozczarowani powoli odnajdują swoje miejsce. Kto wie, być może koniec końców ten serial zapisze się na trwale w naszej pamięci tak jak jego poprzednicy.