Potwory, które czają się w naszych umysłach

· Listopad 8, 2018

Jako dzieci często słyszeliśmy, że potwory istnieją tylko w bajkach. Nikt nam nigdy nie powiedział, że właściwie to wcielają się one w prawdziwych ludzi i chodzą po ulicach w biały dzień.

Jak ta osoba, która najpierw Cię zachwyca, następnie znęca nad Tobą, by w końcu całkowicie zszargać Twoje poczucie własnej wartości. Jak rodzice, którzy nie kochają swoich dzieci. Oraz terrorysta zabierający niewinne życia, czy polityk wywołujący niepotrzebną wojnę. Potwory są w nas.

Jeśli istnieje jakaś rzecz, którą wiemy my wszyscy, to z pewnością to, że słowa są ważne. Tworzą one etykietki, które nie zawsze są prawdziwe. Na przykład słowo „potwór” może mieć zarówno konotacje literackie, jak i fikcyjne. Nie uniemożliwia to nam jednak, zresztą całkiem słusznie, stosować go do określania czynów, które w naszej opinii, są czystym złem.

„Uważajmy, aby ten, co walczy z potworami, sam nim nie został.”

-Nietzsche-

Musimy jednak zaznaczyć, że nie istnieje żadna naukowa podstawa tego konceptu. Nie ma książek, w których znaleźlibyśmy rozdział o tym „jak rozmawiać ze złym człowiekiem lub potworem”. Nie ma też żadnych podręczników do tego jak rozpoznawać potwory. Niestety nie dysponujemy takimi materiałami.

Jednak powiedzmy sobie szczerze, jest niemal niemożliwym uniknąć zastosowania tego słowa, kiedy opisujemy zachowanie, które jest całkowicie pozbawione tego, co rozumiemy jako „człowieczeństwo”.

Eksperci z psychologii kryminalnej mówią, że po raz pierwszy policja użyła terminu „potwór”, by opisać człowieka, w roku 1890 w Londynie. Władze szukały zabójcy, jakiego nie spotkali nigdy wcześniej. Był on wcieleniem niewyobrażalnej perwersji oraz wzbudzał panikę w Londynie przez prawie dwa lata. Mamy oczywiście na myśli Kubę Rozpruwacza.

Morderstwo

Potwory z krwi i kości, ludzie pozbawieni człowieczeństwa

Słowo „potwór” nadal zawiera w sobie pierwotne znaczenie. Coś nadnaturalnego połączonego ze złem, które ma nam wyrządzić krzywdę. Dlatego za każdym razem, kiedy kogoś tak nazywamy, zwykle odzieramy go ze wszelkich przymiotów charakterystycznych dla człowieka.

Na początku wspomnieliśmy, że słowo to jest tylko zwykłą etykietką, bez żadnej wartości naukowej. Mimo to, niektórzy eksperci od tworzenia profili kryminalistów popełniali czasem ten błąd. Przykładem może być to, co zdarzyło się w latach 70. w Stanach Zjednoczonych z Tedem Bundy.

W przestępczym świecie, Bundy był jednym z najokrutniejszych seryjnych morderców w dziejach świata. W rozmowach przyznawał, że zabił około 100 kobiet. Władze wierzyły mu po prostu z powodu jego wyrachowanego okrucieństwa, chociaż znaleziono „tylko” 36 ciał.

Bundy prezentował się dość atrakcyjnie, był bystry i podziwiany. Studiował prawo i psychologię, był aspirującym politykiem oraz aktywnie udzielał się w lokalnej społeczności. Wydawał się być idealnym przykładem człowieka, który odniesie w życiu sukces.

seryjny morderca

Jednak po zniknięciu wielu studentek, odkryto, że to właśnie Ted Bundy krył się za tymi barbarzyńskimi czynami, co trudno było zrozumieć. Brutalne morderstwa sprawiły, że lokalne władze wręcz zaniemówiły z szoku. Określono go „potworem” nie tylko z powodu czynów, jakich się dopuścił. Również ze względu na wyniki skomplikowanych testów psychologicznych, którym został poddany. To było szokujące.

Uznano, że Bundy nie był psychotykiem, narkomanem, czy alkoholikiem. Nie cierpiał na żaden uraz mózgu, ani chorobę psychiczną. Ted Bundy po prostu znajdował przyjemność w czynieniu zła.

Jest jeszcze jedno miejsce, gdzie żyją potwory – w naszych umysłach

Wiemy, że nasz świat jest czasem jak w tych niepokojących obrazach Pietera Breugela. W jego pracach zło kryje się w codziennym życiu tłumu, w plotkach miejskiej gawiedzi, w ciemnych uliczkach. Jednak potwory, które mogą nas zranić nie tylko zamieszkują nasze otoczenie. Miejscem, w którym się często kryją jest nasz własny umysł.

Czasami strach, nasze emocje i nasze myśli mogą uwięzić nas w bardzo ciemnym miejscu. Miejscu, w którym czujemy się zagubieni oraz duszeni przez nasze własne demony. Istnieją pisarze, którym udało się idealnie przedstawić tą podróż, gdzie nawiązujemy kontakt z naszymi własnymi demonami. Próbujemy je poznać, pokonać oraz wrócić na powierzchnię, wolni od ich łańcuchów.

Dante uczynił to z Wergiliuszem w Boskiej Komedii, Lewis Carroll z Alicją, a Maurice Sendak z Maxem w Tam, gdzie żyją dzikie stwory.

Książka Sendaka jest perełką w literaturze dziecięcej. Jego opowieść pobudza nas do wielu refleksji, niezależnie od naszego wieku, czy pochodzenia. Każdy w pewnym momencie życia był lub może być ofiarą tych „wewnętrznych pazurów”, kiedy to potwory zaciągają nas do dziwnych miejsc.

Królewicz i potwór

Kiedy Max założył swój kostium wilka, poczuł nieodparte pragnienie, by być niegrzecznym. I wtedy jego matka zawołała do niego „POTWORZE!”, a Max odpowiedział „ZAMIERZAM CIĘ ZJEŚĆ!”

-Maurice Sendak-

Ziemia potworów

Ta krótka książeczka pozwala nam na podróż trzymając za rękę dziecko. Przygoda ta przypomina nam, że czasami musimy odwiedzić te dzikie, surrealistyczne królestwa, gdzie żyją najdziwniejsze potwory. Nie możemy pozwolić, by nas tam zatrzymały, musimy przejść obok. Jednak nie zanim nie wydobędziemy z siebie krzyku, nie pobawimy się bez zasad, nie poczujemy złości, nie zaśmiejemy się, nie zapłaczemy oraz nie zrobimy wszystkiego, co może pomóc nam pokonać te potwory. Dlatego właśnie trzeba walczyć.

Pozostawimy po sobie ślady stóp oraz zardzewiałą koronę w królestwie potworów i powstaniemy na nowo. Nie będziemy już czuć potrzeby schodzenia do ciemności. Będziemy czuć się oczyszczeni. Niewątpliwie będziemy też szczęśliwi, że na nowo powracamy do życia, silniejsi.

Ponieważ potwory, o których opowiadano nam w dzieciństwie, naprawdę istnieją. To fakt. Nie zawsze możemy kontrolować te wokół nas – zamaskowane pod postacią „aniołów”. Jednak bądźmy wystarczająco odważni, by przestraszyć potwory pojawiające się od czasu do czasu w naszych umysłach.