Efekt Lucyfera, czyli dlaczego możemy popełniać złe czyny

· Październik 19, 2018

Efekt Lucyfera może się zdarzyć w każdej sytuacji naszego codziennego życia. To jest transformacja. Może uczynić pozornie normalną, dobrą i dobrze wykształconą osobę zdolną do popełnienia okrutnych czynów. Są to ludzie, którzy nie mają żadnych zaburzeń ani traumatycznej przeszłości, ale zostali odczłowieczeni przez potężny wpływ konkretnej sytuacji.

Każdy dobry kryminolog, który zna się choć trochę na socjologii, powie nam, że zło nie jest rodzajem „fantazji” lub uniwersalnym określeniem, które istnieje jedynie jako przeciwieństwo „dobroci”. Istnieje w kontekście: szczególnej sytuacji społecznej i związanych z nią mechanizmów psychologicznych.

To właśnie jest efekt Lucyfera. Opowiemy Ci o tym.

„Granica między dobrem a złem jest przepuszczalna i prawie każdy może zostać nakłoniony do jej przekroczenia, gdy zostanie poddany presji w jakiejś konkretnej sytuacji.”

-Phillip Zimbardo-

Jednym ze znanych przykładów efektu Lucyfera są procesy czarownic z Salem, kiedy społeczność w tamtych czasach została opanowana przez religijny fanatyzm, purytanizm i zbiorową histerię. Kolejnym dobrym przykładem jest słynny telewizyjny bohater Walter White z serii „Breaking Bad”.

Antropolodzy Alan Page Fiske i Tage Shakti wskazują, że w efekcie Lucyfera ktoś inicjuje serię gwałtownych aktów w oparciu o to, co uważa za słuszne. Oznacza to, że to co robi, choć samo w sobie okropne, jest uzasadnione złożoną sytuacją osobistą i kontekstem społecznym. Musimy jednak pamiętać, że żadna przemoc nigdy nie jest „cnotliwa”.

Może się zdarzyć, że w danym momencie, z powodu pewnych okoliczności społecznych i strukturalnych, dana osoba odczuwa potrzebę lub obowiązek przekroczenia granicy w kierunku zła lub okrucieństwa. To jest właśnie efekt Lucyfera. Moralność jest tu kluczową koncepcją, ponad wszystkim innym. Krótko mówiąc, moralność działa jak wabik dla naszej pamięci: istnieje logika lub integralność poza presją środowiska lub odczuwaną rozpaczą.

Efekt Lucyfera.

Efekt Lucyfera i badanie Philipa Zimbardo

Jest wieczór 28 kwietnia 2004 roku. Większość ludzi w Ameryce kończy obiad i siada przed telewizorem, aby obejrzeć program „60 minut”. Coś jednak zmieniło się tego dnia. Sieć telewizyjna zaprosiła ludzi do obejrzenia czegoś, na co wiele osób nie było przygotowanych.

Pokazano im obrazy więzienia w Abu Ghraib w Iraku, gdzie grupa żołnierzy amerykańskich (mężczyzn i kobiet) odbywa stosunki analne, torturuje i gwałci więźniów Iraku w najbardziej odrażający i upokarzający sposób.

Jedną z osób, które oglądały te sceny z ogromnym lękiem, był znany psycholog Philip Zimbardo. Ale dla niego te czyny nie były nowe, nie były niczym dziwnym ani niewytłumaczalnym. Społeczeństwo amerykańskie postrzegało to jednak jako pogwałcenie ich wcześniejszych wierzeń.

Nagle ci, których uważali za „dobrych„, byli teraz źli. Zbawiciele zamienili się w oprawców. Może przecenili możliwości amerykańskiego wojska?

Eksperyment Zimbardo z 1971 roku

Po opublikowaniu zdjęć 7 strażników amerykańskich oskarżono, a następnie postawiono przed sądem. Mimo wszystko, dr Philip Zimbardo uważał za konieczne, aby udać się na rozprawę jako biegły sądowy, by wyjaśnić, co się stało.

W rzeczywistości, przed pójściem na rozprawę, bardzo jasno wytłumaczył jedną rzecz. Zło, które wykiełkowało w tym więzieniu, było skutkiem administracji Busha i polityki, która wyraźnie ułatwiła efekt Lucyfera.

Jednym z powodów, dla których czuł się zobowiązany do współpracy podczas procesu, było to, że sam doświadczył sytuacji bardzo podobnej do tej, jaka zaszła w więzieniu Abu Ghraib. W 1971 roku przeprowadził eksperyment na Uniwersytecie Stanforda – słynny eksperyment więzienny Stanford. Podzielił dwie grupy studentów na „strażników” i „więźniów”.

Po kilku tygodniach Zimbardo był świadkiem nieoczekiwanego i niewyobrażalnego poziomu okrucieństwa. Liberalni studenci, znani z altruizmu, życzliwości i towarzyskości, stali się sadystami. I to wyłącznie z powodu przyjęcia roli „strażnika”. W końcu doszło do takiej skrajności, że Zimbardo został zmuszony do przerwania eksperymentu.

Eksperyment w więzieniu w Stanford.

Efekt Lucyfera i jego procesy psychologiczne

To, co wydarzyło się na Uniwersytecie Stanforda wydawało się prekursorem tego co stanie się wiele lat później w więzieniu Abu Ghraib. Dr Zimbardo nie próbował usprawiedliwiać ani oskarżać żołnierzy. Z pewnością nie robił z nich także i ofiar systemu. Zamiast tego chciał zaoferować naukowe wyjaśnienie, w jaki sposób pewne okoliczności mogą całkowicie zmienić nasze działania.

Oto procesy psychologiczne zidentyfikowane przez Zimbardo, które składają się na efekt Lucyfera:

  • Zgodność z grupą. Solomon Asch wysnuł teorię, że niektóre naciski społeczne czasami zmuszają nas do podejmowania działań, które mogą być sprzeczne z naszymi wartościami. Po co? Po to, by zostać zaakceptowanym.
  • Posłuszeństwo wobec autorytetu, Stanleya Milgrama. Zjawisko to jest powszechne, na przykład w grupach o hierarchii wojskowej lub policyjnej. Spora część jej członków jest zdolna do popełnienia gwałtownego działania, jeśli będzie ono usprawiedliwione lub zostanie wydany taki rozkaz przez osoby o wyższej randze.
  • Moralne rozłączenie Alberta Bandury. Ludzie mają swoje własne kody moralne i systemy wartości. Czasami jednak robią umysłowe „piruety”, nawet jeśli są całkowicie przeciwne ich zasadom. Mogą nawet dojść do punktu, w którym coś, co jest niedopuszczalne moralnie postrzegają jako prawidłowe.
  • Czynniki środowiskowe. Dr Zimbardo dowiedział się, że żołnierze w wiezieniu pracowali na 12-godzinnych zmianach przez 7 dni w tygodniu – 40 dni bez przerw. W rzeczywistości spali w celach. Obiekty, w których spali były w złym stanie, że ścianami pokrytymi pleśnią, plamami krwi i szczątkami. Doświadczali również ponad 20 ataków moździerzowych na tydzień.

Zamazana twarz.

Czy możemy temu zapobiec?

Doktor Zimbardo wyjaśnia w swojej książce „Efekt Lucyfera”, że dehumanizacja była nieunikniona. Czynniki sytuacyjne, kontekstowa dynamika społeczna i presja psychologiczna mogą karmić zło w każdym z nas. Nosimy to „nasienie” w nas, czy nam się to podoba, czy nie. Możemy jednak przeciwdziałać tej perwersyjnej części swojej natury determinacją, uczciwością i jasnym wyznaczaniem granic. Możemy wykorzystać te rzeczy, aby nigdy nie zapomnieć, kim jesteśmy.