Dzieci, których pragniemy, nie są tymi, które wychowujemy

· Październik 17, 2018

Jako społeczeństwo nie możemy i nie powinniśmy przestać patrzeć w przyszłość i na świat, który stworzą kolejne pokolenia. Będą musiały wziąć na swoje barki poważne decyzje i przygotowania, które utrzymają funkcjonowanie społeczeństwa, gdy my przejdziemy na emeryturę. Dzisiejsze dzieci jutro będą dorosłymi.

Dlatego normalne jest martwienie się o to, w jaki sposób wychowujemy nasze dzieci. Świat się zmienia, podobnie jak normy, które na nie narzucamy. Tak samo zmianom ulegają ich zabawki, zainteresowania, troski i aspiracje – sposób, w jaki wychowujemy nasze dzieci, ewoluuje z każdym kolejnym pokoleniem.

Przestaliśmy, na przykład, wierzyć, że kara fizyczna jest odpowiednią formą dyscypliny gdyż jest przemocą. Zrobiliśmy to, zapewniając między innymi nauczycielom inne metody dyscyplinarne, które pokazują ich autorytet i zastępują uderzenia linijką po rękach, co pozwoliło przesunąć równowagę sił na korzyść uczniów. Są ignorantami po prostu z racji bycia dziećmi, a teraz mają za dużo władzy.

Dzieci jakich pragniemy - chłopiec z kolorowym dymem.

Czego chcemy dla naszych dzieci?

Nie tak dawno temu, kiedy przeglądałam Internet, natrafiłam na zdjęcie placu, których jest wiele w Hiszpanii. Nie był szczególnie piękny, a zdjęcie nie zostało zrobione przez profesjonalnego fotografa. Wydawało się, jakby zdjęcie wykonano przez przypadek, w ostatniej chwili.

Interesujące na tym zdjęciu było to, że przekroczyło moment, w którym zostało zrobione. Na kilku latarniach umieszczono kilka „zakazanych” znaków. Jeden nad drugim. Pierwszy zakaz dotyczył gry w piłkę, drugi zakazywał jeżdżenia rowerami, a trzeci rolek. Zastanawiałem się, dlaczego dzieciom nie zabroniono pobytu na nim. W ten sposób nie trzeba byłoby dodawać kolejnych zabronionych przedmiotów do listy. Byłoby to wygodniejsze i bardziej ekonomiczne.

Niedługo potem byłam bezpośrednim świadkiem innej sceny. Późne popołudnie. Ojciec i matka idący na relaksujący spacer i wiozący spokojne dziecko w wózku. Nagle dziecko zaczęło płakać, tak jak czasem im się to zdarza (tak jak i my robiliśmy, gdy byliśmy młodzi, chociaż teraz tego nie pamiętamy). Strategia rodziców była jasna – ojciec wyjął telefon z kieszeni, a dziecko zabrało go prawie tak, jakby tylko na to czekało i natychmiast sie uspokoiło.

Pomyślałam sobie: „jeśli zmusiłby dziecko do trzymania kostki mydła w ustach albo zrobił to, co zwykliśmy nazywać „porządnym klapsem „, efekt byłby ten sam.” Dziecko przeszłoby od złości do stanu biernego i przestało zakłócać spokój rodziców. Chodzi o to, że dzieci mogą być urocze, ale także bardzo denerwujące i niespokojne. Mogą przetestować cierpliwość nawet najspokojniejszego dorosłego.

Mały książę.

To, czego chcemy, wymaga cierpliwości

Dlaczego przywołałam te dwie sytuacje? Ponieważ pokazuje to, czego chcemy teraz, w przeciwieństwie do tego, czego pragniemy w przyszłości. Chcielibyśmy, aby nasze dzieci były kreatywne, ale instrukcje, które otrzymują w szkole, nagradzają te, które ślepo powtarzają to, co mówi nauczyciel. Chcemy, aby nasze dzieci były zdrowe, ale działa nam na nerwy, kiedy bawią się w kałuży w deszczowy dzień. Chcemy, aby nasze dzieci były ciekawe, ale nie staramy się odpowiedzieć na ich pytania. Aby stały się takim rodzajem dzieci, których chcemy, musimy włożyć wysiłek.

Źle jest, gdy dzieci nie planują jakiś psot w swoim wolnym czasie. Źle jest, gdy dzieci nie chcą bawić się z rodzicami i wolą pozostawić ich w spokoju, kiedy ci wracają do domu. Źle jest, gdy dzieci nie patrzą na deszcz i śnieg ze zdumieniem i nie chcą się w nim bawić. To, co wygodne jest złe.

Zmuszanie do trzymania w buzi kostki mydła, krzyczenie na nie i klapsy są złe. Ale równie źle, że zabroniliśmy im gry na placach zamiast pozwolić im używać tej przestrzeni i jednocześnie uczyć szacunku do ludzi i rzeczy i dzielenia się z innymi. To źle, że sąsiad, który narzeka na wszystko, nie może poradzić sobie z najmniejszym rozdrażnieniem.

Dzieci potrzebują dyscypliny i ograniczeń, ale przede wszystkim potrzebują naszej cierpliwości i zrozumienia. Właśnie dlatego to my jesteśmy tymi, którzy myślą a one tymi, które się bawią, a przynajmniej powinny to robić.