Dawcy i biorcy w relacjach miłosnych

· Czerwiec 22, 2018

W relacjach miłosnych rzadko istnieje idealna równowaga pomiędzy dawaniem a otrzymywaniem. Powszechne, że w związku występują dawcy i biorcy wciągnięci w grę o władzę, w której zwycięzca jest tylko jeden. Biorca dostaje energię, witalność i całą uczuciową inwestycję dawcy przekonanego, że w miłości nie ma granic, że wszystko można.

Chociaż termin „dawcy i biorcy” może wydać nam się dziwny, w relacjach miłosnych często możemy być świadkami autentycznych emocjonalnych samobójstw. To ciekawe jak ludzie, którzy zachowują się ostrożnie na drodze, którzy dbają o swoją dietę lub uprawiają sport i prowadzą aktywny tryb życia, a jednak, jeśli chodzi o obszar miłości, nie wahają się rzucić się w przepaść i to bez spadochronu.

W kwestii związku nie wszystko można, należy o tym pamiętać. Uczynienie z drugiej osoby sensu naszego życia i bycie dla niej wszystkim, czego może potrzebować, chcieć lub żądać, może mieć poważne konsekwencje.

Dawcy i biorcy mają skłonność do przesadzania we wszystkich relacjach. Są to ludzie, którzy nie są w stanie osiągnąć odpowiedniej równowagi między dawaniem a otrzymywaniem. Ludzie którzy, co więcej, wpadają w najbardziej niezdrowe skrajności, z których rzadko rodzi się prawdziwe szczęście.

gif emocje

Cykl wzajemności jako klucz do dobrego samopoczucia

Fryderyk Nietzsche mówił, że podarowanie komuś prezentu nie daje odbiorcy żadnych praw ani zobowiązań. Moglibyśmy zgodzić się z tym stwierdzeniem, jednak czy tego chcemy tego czy nie, zawsze występują małe „niuanse”. Prezenty są wymianami, które wiążą się z pewną wzajemnością, łącząc darczyńców i biorców na wiele sposobów.

Na przykład mogę kupić coś mojemu przyjacielowi. Nie oczekuję (ani nie chcę), żeby on mi to zwrócił. Oferuję ten dar tylko dlatego, że chcę celebrować uczucie, wsparcie i pozytywność, które osoba ta wprowadza do mojego życia. To znaczy, między nami już istnieje wzajemność, więź, która reprezentuje tę dynamiczną i proaktywną równowagę, w której oboje wygrywamy.

Czy tego chcemy, czy nie, potrzebujemy tej wzajemnej więzi, w której dawanie i branie staje się tym samym, gdzie jednocześnie jesteśmy dawcami i biorcami. Dzieje się tak z bardzo prostego powodu: istota ludzka z natury współpracuje.

W rzeczywistości współpraca pozwoliła nam ewoluować jako gatunek, wiedząc, że jesteśmy kochani, ktoś się o nas troszczy, docenia, a nawet chroni. Te zachowania z kolei dają naszemu mózgowi wyraźne poczucie przynależności i dobrego samopoczucia.

mężczyzna trzymająca za rękę kobietę

Co się stanie, jeśli nie będzie wzajemności, a ja stanie się tylko „dawcą”?

Istnieje bardzo interesująca praca naukowa zatytułowana „Autonomiczna motywacja zachowań prospołecznych i jej wpływ na samopoczucie dawcy i biorcy”. Została ona opublikowana w czasopiśmie Osobowość i Psychologia Społeczna w 2010 roku i pokazuje dość ciekawe dane.

  • Są ludzie, którzy z natury są dawcami. Oznacza to, że dawanie jest częścią ich osobowości i w ten sposób rozumieją dynamikę związków.
  • Co więcej, fakt „dawania” (dawanie uwagi, przywiązanie, troski, czułości itd.) daje im wyższą samoocenę oraz poczucie pozytywności, energii i godności osobistej.
  • Jednak w tego typu sytuacjach mogą zdarzyć się dwie rzeczy. Pierwsza, ludzie (którzy otrzymują) odczuwają presję, a nawet mogą czuć się nieswojo z związku z ciągłym zachowaniem dawcy, oddawaniem przysług, poświęcania się dla nich, etc.
  • Druga sytuacja jest oczywista. Prędzej czy później pojawi się zjawisko znane jako „koszty nieodzyskiwalne”. Oznacza to, że dawca może znaleźć się w sytuacji gdzie odkrywa, że ​​wiele z jego działań nie jest ani docenianych, ani nawet zauważanych. Nigdy już nie odzyska wszystkiego, co poświęcił: czas, miłość i energię. Będzie myślał, że to nie ma sensu, a jedyne, co dzięki temu osiągnął, to utrata poczucia własnej wartości…

Kiedy zdajemy sobie sprawę, że w związku uczuciowym ograniczyliśmy się do bycia dawcą, uświadamiamy sobie, że utrzymanie tego nierównego, niezdrowego związku było naszym emocjonalnym samobójstwem. Po tym odkryciu nie ma odwrotu. Musimy podjąć decyzje i stać się dawcą dla nas samych, uzdrowicielem własnej utraconej godności.

Dawcy i biorcy, dwie postaci w naszych relacjach

Ania i Paweł są parą od 8 miesięcy. Ania jest „dawcą” i robi wszystko dla swojego chłopaka. Zwraca uwagę na detale, uwielbia wyprzedzać wydarzenia i przewidywać, czego może potrzebować lub co mu się spodoba w określonym momencie. Z drugiej strony, Paweł pozwala Ani robić te rzeczy. Gdy widzi, że jego partnerka robi to z przyjemnością, zaczyna wykazywać mniej lub bardziej pasywną, a nawet zależną postawę.

kobieta obejmująca partnera od tyłu

Jest to mały przykład tego, co może się zdarzyć w naszych relacjach i jak powoli kształtują się postaci dawców i biorców. Czasami to my sami wywołujemy serię zachowań, które później prowadzą do dysfunkcyjnych sytuacji. Nie chodzi tutaj o szukanie winnych, ale o zrozumienie pewnych kwestii:

  • Możemy pozwolić, aby któryś z partnerów „zainwestował” trochę więcej w związek w danym momencie. Jednak nie będzie to normą ani regułą. Ponadto odpowiedzialność obu członków pary polega na tym, aby angażować się jednakowo, tak aby straty i korzyści były identyczne dla obojga.
  • Zasługujemy na otrzymywanie. Czasami niektórzy ludzie spędzają tak dużo czasu, będąc dawcą, że tak naprawdę nie wiedzą, jak to jest być od czasu do czasu biorcą. To samo dzieje się w drugą stronę. Kto spędził pół życia otrzymując, może doznać przyjemnego uczucia, gdy pozna znaczenia aktu dawania prosto z serca.

Interesujący fakt, nad którym należy zastanowić się dotyczący dawców i biorców jest taki, że nie powinniśmy mieć obsesji na punkcie klasycznego podziału 50/50. To znaczy nie powinniśmy szukać idealnej, milimetrowej równowagi między stratami i zyskami w związku. Jako ludzie dajemy na bardzo różne sposoby i w różnych momentach.

Ważne jest, aby wiedzieć, że istnieje wzajemność. Że druga osoba jest tu dla nas i że to, co oferujemy z serca trafia w jej ręce i wraca do nas z zyskiem, kiedy najbardziej tego potrzebujemy.