Bo jesteś, bo przy Tobie zapominam o problemach…

Luty 10, 2018 w Emocje 0 Udostępnione
Ona i on

Przyszłam, żeby coś Ci powiedzieć, ale zapomniałam co, bo zacząłeś mówić. Moje ciemności, mój niepokój zniknęły niczym dym ze zdmuchniętej świecy przez otwarte okno. Bo niesiesz spokój, bo Twoje spojrzenie mnie hipnotyzuje, bo jesteś moją północą, bo jesteś moją wyspą schronienia we wrzawie zwanej życiem.

To niezwykle ciekawe zagadnienie, zwłaszcza, że wśród publikowanych powszechnie materiałów znaleźć można tysiące rad dotyczących szukania zarówno miłości jak i szczęścia. Uczy się nas również o tym jak ważne jest ucinanie toksycznych relacji, które zawsze okazują się dla nas być szkodliwe. Ucinać czym prędzej, zanim dokonają w nas emocjonalnego spustoszenia.

Niewielu się jednak skupia na tym, co w rzeczywistości wydaje się być najważniejsze, na umiejętności zachowania zdrowej relacji. W tej podróży w stronę intymności wymaga się cierpliwości, bo zanim powstanie zupełna tkanina, trzeba powoli tworzyć składające się na nią ściegi. 

Chyba każdy z nas przeżył kiedyś podobną sytuację. Skomplikowany dzień wypełniał serce wątpliwościami i stresem spowodowanym wymaganiami zbyt wiele wymagającego świata. Po powrocie do domu jednak wszystko się zmieniło, bo czekał tam partner, przy którym tak szybko odczuć można uczucie pełnego spokoju. Przy tej drugiej osobie wszystko znów nabrało sensu i kolorów.

Aby uczucie spokoju mogło znów zagościć, trzeba było tylko i wyłącznie go słuchać. To doskonałe środowisko szybko przywróciło harmonię i autentyczną satysfakcję.

Prawdą jest niestety, że wielką część naszego życia spędzamy na tworzeniu tak zwanego „fałszywego ja”, z którym trzeba sobie radzić, które spełnia cudze oczekiwania, aż nagle znów spotykamy tę kojącą osobowość, która wszystko w nas zmienia. Bez oporów ściągamy przy niej wszystkie „warstwy cebuli”, aby znów stać się w pełni sobą, aby zaprezentować nasze „autentyczne ja”. Mało co daje tak wiele satysfakcji.

Szczęśliwa para - bo jesteś Ty

Bo jesteś ty, bo przy Tobie łatwiej mi być sobą…

Istnieją osoby, które pojawiają się w naszym życiu dokładnie wtedy, kiedy jest to najbardziej potrzebne. Stają się dla nas rzeźbiarzami. Obierają nas krok po kroku z pancerza, z opakowania, z zawstydzenia i wszelkich barier właśnie po to, aby wydostać na światło dzienne naszą prawdziwą esencję. Wtedy możemy stanąć twarzą w twarz, bez lęku.

W języku japońskim istnieje słowo, które dokładnie pasuje do omawianej przez nas sytuacji: Wabi Sabi. Mowa o pojmowaniu artystycznym z interesującym powiązaniem filozoficznym. Ma na celu wydobycie piękna tego, co niedoskonałe, co najczystsze i co stanowi esencję naszych uczuć. Chodzi o elegancję takiego obiektu, scenariusza czy osoby, które mimo, iż zostały skrzywdzone, ukazują się nam zupełnie autentyczne.

Niektórzy popadają w obsesje na tle szukania idealnego partnera. Aby go zdobyć, siłą rzeczy nakładają na siebie warstwę pozornej doskonałości. Donald Woods Winnicott, znany pediatra i psychoanalityk pochodzenia brytyjskiego mawiał, że życie z maską fałszywego „ja” oznacza zupełną utratę naszej wrodzonej witalności, radości i kreatywności.

Para przy stoliku

Z pewnością zdajemy sobie sprawę, że świat jest zbyt przewidywalny i zmienny, sam sobie zaprzeczający, abyśmy my też tacy byli w naszych codziennych relacjach. Jeśli rozmowa z kimś pozwala Ci odnaleźć siebie w cudzym spojrzeniu to doskonale, nic nie zmieniaj. Jeśli ta osoba Cię kocha pomimo Twoich niedoskonałości, a na dodatek akceptuje Twoje życiowe blizny, złap ją mocno za rękę i nie pozwól odejść.

Miłość – bo jesteś jak huragan, bo przynosisz to co dobre i złe…

Okazywanie naszego autentycznego ja jest czasami czymś więcej, niż zwykłym wyzwaniem. Niezbędna jest do tego odwaga, siła i delikatność. Jednakże warto wspomnieć, co mawiał Kierkegaard: „najgłębszą formą desperacji jest decyzja, by być kimś, kim się w rzeczywistości nie jest”. 

Wszyscy chyba wiemy, że kiedy w naszym życiu pojawia się miłość, dzieje się to zupełnie spontanicznie, uderza w nas niczym prawdziwy huragan. Kiedy już znajdziemy się w jego wnętrzu, nie mamy wpływu na to, że przynosi rzeczy dobre, ale czasem również te złe. Jeśli szukamy miłości perfekcyjnej, która ma przynosić wyłącznie to, co piękne, jesteśmy na najlepszej drodze do rozczarowania.

Powinniśmy rozumieć, że każdy z nas podróżuje z plecakiem pełnym życiowych doświadczeń. W każdej ściśle nas okalającej „warstwie cebuli” zapisały się ślady przeszłości i tego, co nazywamy osobistą historią. Kryją się tam rzeczy piękne, ale również te bolesne i trudne do opisania. To wiele ran, którym towarzyszą różnego rodzaju lęki. Jesteśmy bardzo złożeni i to składa się na naszą autentyczność.

Para na pomoście

Jesteśmy obszerną książką. Czasem nieuporządkowaną i chaotyczną, ale nadal niezwykle ciekawą i piękną. Odzyskanie i pielęgnowanie własnego „ja” przy pomocy drugiej osoby jest pięknym aktem. Poddawanie się takiej wspólnej lekturze, kartka po kartce, pozwala na wzajemne odkrywanie i akceptację. W takim układzie każde piękno i każdy defekt ma swoją nieocenioną wartość.

Stopniowo wszystko skłania się ku nieopisanej harmonii, gdzie niczego nie brakuje, a wszystko przynosi radość. Czas głębokiej konwersacji łączy i przypomina wspólną podróż, która pozwala w końcu znaleźć miejsce, w którym dusza może odpoczywać, żyć, marzyć. 

Obrazy dzięki uprzejmości Puuung

WIĘCEJ DLA CIEBIE