Przediagnozowanie zdrowia psychicznego - do czego prowadzi?

14 Maj, 2020
Według niektórych statystyk ilość zaburzeń psychicznych alarmująco wzrosła. Jednak wiele osób uważa, że nie nasilają się zaburzenia, ale zmieniła się wrażliwość diagnozy. W konsekwencji wiele osób przyjmuje obecnie leki w celu skorygowania odchylenia, które tak naprawdę nie ma znaczenia klinicznego.
 

Przediagnozowanie w dziedzinie zdrowia psychicznego występuje w sytuacjach, kiedy niektóre zachowania, które mają związek po prostu ze złym samopoczuciem, nabierają charakteru patologicznego. Jednak nie można zaklasyfikować tego stanu jako zaburzenia.

Dzieje się tak w dziedzinie psychiatrii i prowadzi nie tylko do błędnych diagnoz, ale także do przepisywania leków, kiedy nie jest to konieczne.

Diagnoza od dawna jest jednym z najbardziej kłopotliwych aspektów psychiatrii. Bierze się to stąd, że stawianie diagnozy ma zbyt subiektywny charakter. Najczęściej bowiem diagnozę stawia sam psychiatra.

Opierając się na swoich obserwacjach i niedokładnych narzędziach, określa, czy dana osoba cierpi na to lub inne zaburzenie. W tych warunkach występują częste błędy, których konsekwencją jest przediagnozowanie.

Z drugiej strony, najczęściej akceptowanym narzędziem jako punktem odniesienia jest Diagnostyczny i statystyczny podręcznik zaburzeń psychicznych (DSM). Został on zaprojektowany przez grupę psychiatrów, prawie wszystkich pochodzących ze stanów Zjednoczonych.

Przesadne diagnozowanie w dziedzinie zdrowia psychicznego

Co ciekawe, o definicji i zaliczeniu jakiego zachowania jako zaburzenie decydują oni przez głosowanie. Pierwsza wersja podręcznika zawierała jedynie 60 rodzajów zaburzeń psychicznych. Natomiast ostatnia liczyła ich już ponad 500.

 

„Kto zna tylko medycynę, nie zna nawet medycyny”.

-José de Letamendi-

Czy występuje przediagnozowanie w dziedzinie zdrowia psychicznego?

Wszystko wskazuje na rosnące przediagnozowanie zdrowia psychicznego. Jeśli trzymamy się najnowszej wersji DSM, eksperci wskazali, że 70% populacji miałoby jakąś chorobę psychiczną. W konsekwencji, również 70% musiałoby otrzymać jakiś rodzaj leków.

DSM 5 obejmuje domniemane zaburzenia, które zostały poważnie zakwestionowane, nawet przez samych profesjonalistów. Na przykład obejmuje jednostkę chorobową o nazwie „Zespół ryzyka psychozy”.

Byłoby to coś w rodzaju posiadania cech, które zwiększają możliwość rozwoju psychozy w przyszłości. A to z kolei uzasadniałoby stosowanie leków przeciwpsychotycznych.

Praktycznie każdy może potencjalnie cierpieć na taki rodzaj zespołu. Większość z nas przeżyła niejedną sytuację wystawiająca na szwank nasze nerwy. Komu z nas nie zdawało się, że „zaraz oszaleje”, ale jednak nie oszalał?

Leczenie zaburzenia, które może (ale nie musi) wystąpić w przyszłości, jest absurdalne. To jest jak podawanie lekarstw nadciśnieniowych dziecku osoby z nadciśnieniem, ponieważ istnieje ryzyko rozwoju tej choroby.

Innym przykładem spośród wielu, które zawiera wspomniany podręcznik, byłoby „Dysfunkcjonalne zaburzenie o charakterze dysforii”. W prostym języku oznacza to po prostu osobowość ponurą, samolubną i niezbyt empatyczną.

Według kryteriów podręcznika, taki typ również zasługiwałby na leki. Tymczasem w rzeczywistości stan ten nie wykracza poza nieprzyjemne cechy tzw. „złego” charakteru. W DSM 5, jeśli dana osoba czuje się wyjątkowo smutna przez ponad tydzień po śmierci kogoś, kogo kocha, można już diagnozować u niej depresję.

 

Przediagnozowanie złego samopoczucia i zaburzeń

Granicy między zdrowiem a chorobą na płaszczyźnie mentalnej nie da się tak dokładnie zdefiniować. Musimy zacząć od tego, że określenie „normalny” jest pojęciem bardzo subiektywnym i zawsze kojarzonym z konkretnym kontekstem.

Należy również zauważyć, że pewien stopień złego samopoczucia czy nastroju jest typowy dla człowieka. Żyjemy przecież w świecie pełnym niepewności i musimy z nią walczyć na co dzień.

Nigdy nie otrzymamy wszystkiego, czego chcemy i nigdy nie osiągniemy stanu idealnej równowagi. Wszyscy mamy również do czynienia z pewnym dyskomfortem czy bólem, ponieważ istnieje śmierć, która brutalnie wkracza w nasze życie.

Załamany mężczyzna

Nikt nie jest w stanie uniknąć odrobiny frustracji z powodu okoliczności, na które nie mamy wpływu. Z drugiej strony my wszyscy nosimy w sobie pewien stopień samolubstwa lub zła.

Rozsądne wydaje się zatem przechodzenie przez etapy, w których dominuje smutek, podobnie jak przez inne, w których dominuje lęk. Wszystko zależy. Dla niektórych psychoanalityków jest to całkowicie normalne, że możemy doznać nawet do trzech epizodów psychozy w ciągu całego życia, jeśli istnieją określone czynniki wyzwalające.

 

Stąd wniosek, że być może różne stany dyskomfortu psychicznego, które są całkowicie normalne, traktuje się jako zaburzenia. Te sytuacje należałoby więc określić jako typowe przediagnozowanie.

Jak podchodzić do złego samopoczucia i zaburzeń

Do niedawna środowisko odnosiło się z troską i aprobatą do sytuacji takich jak żałoba po stracie bliskiej osoby. W bezpośrednim otoczeniu osób, którzy cierpiały z tego powodu nikt się temu nie dziwił a raczej oferował pomoc.

Rodzina i przyjaciele brali na siebie część tego bólu. Rozumieli do jako normalne uczucie. Postrzegali jako naturalny czas cierpienia, który był zaakceptowany i tolerowany. Dziś jednak te mechanizmy wsparcia znacznie osłabły.

Obecnie o wiele trudniej jest wyrazić ból emocjonalny i często osoby cierpiące z tego powodu czują się osamotnione w swoich okolicznościach. Analogicznie, zgodnie z założeniem wszechobecnego zalecenia „bycia zdrowym” niezależnie od ograniczeń, wiele osób nawet sobie nie pozwala na cierpienie.

Wyjściem jest więc pójście po pigułkę, a tym, który ją dostarcza, jest psychiatra.

Lek spełnia więc dziś tę funkcję wsparcia. Lepiej lub gorzej pomaga w radzeniu sobie z indywidualnym i zbiorowym dyskomfortem. Przediagnozowanie w rzeczywistości prowadzi w dwóch kierunkach.

Po jednej stronie znajdują się ortodoksyjni psychiatrzy, którzy zarządzają tylko bardzo wąskim obszarem diagnozy i interwencji. Z drugiej strony mamy te osoby, które cierpią i nie chcą zrozumieć swojego bólu. Dlatego proszą o substancję, która pomoże im hamować naturalne odczucia.

 

Bianco, A., & Figueroa, P. (2008). Sobrediagnóstico, derechos vulnerados y efectos subjetivos. Ethos educativo, 43, 64-79.