Kompleks Jonasa, czyli obawa przed własną wielkością

· Listopad 19, 2016

Mamy dziwny nawyk ograniczania siebie i własnego potencjału. Często poddajemy się mrożącemu krew w żyłach wewnętrznemu bojkotowi, tym samym nie pozwalając sobie rosnąć. Tak, właśnie taki ciężar sami na siebie sprowadzamy. To szalone, czyż nie? Tego typu postępowanie określane jest jako kompleks Jonasa. Czym jendak tak naprawdę jest ten kompleks?

Na świecie jest tylko jedna osoba zdolna powstrzymać cię przed wzniesieniem się na wyżyny. Ta osoba patrzy na ciebie każdego dnia z lustra.

Dlaczego się ograniczamy, jeśli rodzimy się z wielkim potencjałem?

Parę lat temu Abraham Maslow nazwał to zjawisko terminem „Kompleks Jonasa”. Jest to aluzja do biblijnego przejścia, w którym Bóg instruuje Jonasa, aby przekazał mu jego wiadomość do Nineveh. Ten jednak ucieka i skrywa się, bo nie wierzy, że jest zdolny podołać temu zadaniu.

Czasami rozpoczynamy swoją wędrówkę w kierunku zupełnie przeciwnym, niż ten prowadzący do sukcesu, mimo że zdajemy sobie sprawę z tego faktu. Wynika to ze strachu przed własną wielkością i jest okrutnym sposobem na sabotowanie własnych działań.

Dziewczyna ha huśtawce

Demony, które składają się na kompleks Jonasa to strach i lęk i ograniczają one naszą zdolność do odnoszenia sukcesów. Chodzi o to, że znając swoją wartość, zdolność do podejmowania się danego zadania, działamy w sposób, który nie pomoże nam w osiąganiu celu.

Na nic zdaje się nawet zdolność do wizualizowania samego sukcesu. Wkraczamy na połacie bylejakości przez lęk iż nie uda nam się stanąć na wysokości zadania. Boimy się, że nie jesteśmy tak wartościowi i nie wiemy, czy uda nam się dotrzeć do wierzchołka góry.

Maslow powiedział, że kiedy boimy się, że wydarzy się najgorsze, to jednocześnie obawiamy się najlepszego. Innymi słowy, to coś w stylu mówienia „Nie chcę wszystkiego, ani niczego. Wolę być tu gdzie jestem teraz.”

Skąd bierze się kompleks Jonasa

Ten strach i niepewność są odpowiedzią na lęk przed sięgnięciem dalej i zdobyciem czegoś, co nie udało się innym. Jest to strach przed odpowiedzialnością wiążącą się z własną wyższością. Wynika z braku pomysłu na to jak otworzyć się na ścieżkę, która biegnie ku temu co odległe. Jest to wzdraganie się przed arogancją i porażką.

Innymi słowy jest to nasza ciemna strona, w której jesteśmy źródłem cierpienia dla nas samych. Nie chodzi o to, że powstrzymujemy się przed sukcesem, czy bólem – powstrzymujemy się przed osiągnięciem szczęścia. Tworzone przez nas cierpienie, autosabotaż, to przykład zupełnie zbędnego i destruktywnego bólu.

Kula u nogi

Pokonanie tej przywary jest wymagającym krokiem. Jedynym sposobem na pozbycie się tego wewnętrznego sabotażu jest skonfrontowanie naszego lęku przed nieskutecznością w osiąganiu celów.

Więzienie, który każdy z nas dla siebie buduje, dla każdego z nas ma inne kraty i innych ciemiężycieli stojących u jego bram. Obserwują oni każdy nasz ruch, a nawet każdy oddech. Jasne jest, że nasze więzienie stanie się naszym grobem, naznaczonym epitafium, głoszącym światu iż żyliśmy bez wstydu, ni chwały. Zostaniemy złożeni do groby w szatach przeciętności i emocjonalnego komfortu.

Ważne jest byśmy równoważyli swoje aspiracje, jednocześnie twardo stąpając po ziemi. Większość ludzi grzeszy w taki czy inny sposób. Niektórzy wydają nam się umieszczać swój punkt odniesienia zbyt wysoko, lub zdaje nam się, że starają się zamieść swoje uczynki pod dywan.

Jeśli przyjrzelibyśmy się bliżej ludziom sukcesu, zauważylibyśmy, że większość z nich znalazła równowagę w tym równaniu. Oznacza to, że sięgają gwiazd nie tracąc przy tym kontaktu z rzeczywistością.

Strach przed własnym sukcesem wywodzi się z naszej niemożności tolerowania niepewności. Nie wierzymy w naszą zdolność do konfrontacji z tym, co przychodzi niespodziewanie. Chcemy mieć wszystko poukładane, posegregowane i sprawdzone tysiące razy.

Nasze potrzeba stałego upewniania się jest przeogromna. W ten sposób pozwalamy natrętnym myślom kierować każdym krokiem, jaki podejmujemy na drodze do sukcesu. Nie zdajemy sobie sprawy, że patrząc w górę zgadzamy się na to, że sami znajdujemy się w dole. Dajemy sobie w ten sposób luksus poczucia niższości – coś co naprawdę godzi w nas samych i w nasze życie.

Obrazy dzięki życzliwości nuvolanevicate i Africa Studio