Poddanie się kontra wiedza o tym, kiedy odejść

Styczeń 23, 2018 w Emocje 528 Udostępnione
Poddanie się

Poddanie się, czy świadomość tego, kiedy należy odejść? Nie można wskazać jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Są bowiem historie, związki i powiązania, które dały już z siebie wszystko, co tylko miały do zaoferowania.

Są jak lina, która została zbyt mocno pociągnięta lub kometa próbująca uciec, a której nie jesteśmy w stanie uchwycić. Są jak pociąg odjeżdżający zgodnie z harmonogramem, którego nie możemy zatrzymać. Poddanie się wobec siły tych rzeczy nie jest aktem tchórzostwa czy rezygnacji. Za to wiedza o tym, kiedy należy odejść stanowi już istotny akt odwagi.

Jeśli jest coś, na co nie jesteśmy w życiu przygotowani, to konieczność zwiększenia dystansu wobec ludzi, którzy są dla nas ważnymi elementami codzienności. Trudno nam zatrzymać inwestowanie czasu i energii w jakiś projekt lub pracę, która była dla nas do niedawna jeszcze niezwykle istotna.

Mówimy „nie jesteśmy jeszcze gotowi”, ponieważ nasz mózg jest bardzo odporny na wszelkiego rodzaju zmiany. Każde przerwanie codziennej rutyny lub nawyku jest skokiem w nieznane, które wywołuje w nas podświadomy strach w tym wspaniałym i niezwykle wyrafinowanym narządzie.

„Wystarczy już tego!” – zakrzyknęło serce. I choć raz zarówno ono, jak i mózg się ze sobą w tym momencie zgodzili.

Niezdrowa miłość

Mózg stara się zawsze utrzymać nas w tym samym miejscu. A jeśli dodamy do tego robienie tego samo z tymi samymi ludźmi, to mamy jak na dłoni widoczne utrudnienia związane z opuszczeniem naszej strefy komfortu.

To niemal obsesyjne przywiązanie do tego, co wiemy, sprawia, że zdarza nam się wypowiadać słowa takie jak: „Jeszcze dam mu szansę” lub „Po prostu poczekam jeszcze trochę, żeby zobaczyć, czy coś się zmieni”. Czy możemy to określić jako poddanie się? A może chcemy w ten sposób nabrać pewności, czy jest to już właściwy moment na odejście.

Jednak jedno wiemy na pewno. Być może jesteśmy tego świadomi. Być może tkwi to gdzieś głęboko w naszym umyśle. Wiemy jednak, że pewne zmiany nigdy nie nadejdą. Czasami odczekanie trochę dłużej oznacza zbyt długie czekanie. Zostaliśmy wychowani w oparciu o klasyczne i niczym nieuzasadnioną ideę, że „to, co Cię nie zabije, uczyni Cię silniejszym”. Nauczono nas, że porzucenie czegoś lub kogoś oznacza poddanie, czyli jest oznaką tchórzostwa lub po prostu słabego charakteru.

Teraz jednak jesteśmy w stanie spojrzeć z boku na ten problem. Widzimy dzięki temu całkowite i wręcz miażdżące nieszczęście. To jest katastrofa, która ma w sobie coś namacalnie fizycznego. Po prostu okrada nas z powietrza, którym oddychamy i życia, które prowadzimy.

Pozostawienie tego rodzaju sytuacji za sobą, przynajmniej na jakiś czas, jest niewątpliwie odważnym i zdrowym działaniem. Nie oznacza to, że będzie to poddanie się bez walki – należy to potraktować jako okazję do odpoczynku i nabrania dystansu.

Wiedza na temat tego, kiedy należy odejść, nie zawsze jest łatwa do uzyskania

Kiedy potykamy się na drodze, z reguły upadamy i robimy sobie krzywdę. Ale nie zastanawiamy się dwa razy nad poprawą tego stanu rzeczy. Zamiast tego uczymy się po prostu unikać niebezpiecznej części chodnika.

Dlaczego nie robimy tego samego w naszych relacjach i związkach? Dlaczego tak trudno nam odróżnić poddanie się od decyzji o odejściu? Dlaczego nie unikamy sytuacji, które spowodowały u nas ból lub cierpienie? To proste pytanie ma odpowiedź, która zawiera aspekty zarówno bardzo złożone, jak i niezwykle delikatne.

Pustka

Po pierwsze, w prawdziwym życiu nie mamy do czynienia z chodnikami pełnymi dziur lub ścieżek, w których ukryte są kamienie i nierówności. Wiemy doskonale, że takie metafory są po prostu nadużywane. Prawdziwy jednak problem polega na tym, że rzeczywiste zagrożenia nigdy nie są tak łatwe do dokładnego określenia. Nie noszą one na sobie znaków identyfikacyjnych. Nie mamy praktycznie rzecz biorąc żadnego pojęcia na temat tego, jak wyglądamy, jak kochamy, ani jakie mamy intencje.

Po drugie, ważne jest także to, aby pamiętać, że jesteśmy istotami o wielu potrzebach. Należą do nich między innymi przywiązanie, przynależność, wspólnota, czas wolny, seksualność, przyjaźń, praca i wreszcie skłonność do zmian. Ludzie są z natury dynamiczni. Wciąż rozwijamy się i zmieniamy.

Zmienne kształtujące naszą osobowość

Te bardzo ludzkie zmienne wciąż zmuszają nas do podjęcia tych skoków w nieznane. Podejmujemy takie ryzyko, abyśmy mogli spróbować czegoś nowego, mieć inne doświadczenia, a czasem nawet przeżyć. Czasami dajemy ludziom drugą i trzecią szansę, nawet jeśli na to nie zasługują. Wynika to z tego, że nasz mózg jest prospołeczny. Zawsze będzie oceniać daną sytuację z pewnego dystansu i zawsze wyżej oceni to, co jest nam znane niż to, czego nie znamy.

Wszystko to pomaga nam lepiej zrozumieć, dlaczego tak trudno jest nam dowiedzieć, kiedy jakaś sytuacja przekroczyła ustaloną przez nas granicę. Jest to niezmiennie związane z naszą osobowością.

Mamy problem z określeniem, kiedy koszty znacznie przewyższają korzyści. Nie umiemy także stwierdzić, kiedy nasz własny umysł działa jak nasz własny wróg, szepcząc bez ustanku „poddanie się nie jest żadnym rozwiązaniem, nie poddawaj się” do ucha.

Musimy jednak przyswoić sobie coś wręcz podstawowego i niezbędnego do naszego mózgu. Kiedy wybieramy poddanie się, czyli zostawiamy coś za sobą, coś co jest dla nas szkodliwe i sprawia, że ​​jesteśmy nieszczęśliwi, to tak naprawdę nie poddajemy się. Po prostu odchodzimy po to, aby przetrwać.

Poddanie się a wiedza – odkrywać swoje słabe i mocne punkty

Znalezienie naszego słabego i mocnego punktu to standardowy element większości poradników. Ale istnieje także specjalny mocny punkt w naszej osobowości. Można spotkać się z określeniem “słodkiego miejsca”. Jego odkrycie jest jak znalezienie własnej równowagi, naszej psychologicznej i emocjonalnej homeostazy.

Chodzi o to, aby wiedzieć, co jest najlepsze dla nas samych przez cały czas. Warto wspomnieć tutaj, że ta umiejętność nie jest wbrew pozorom czysto intuicyjna. Jest to obiektywna zdolność samokształcenia się uzyskana poprzez doświadczenie, obserwację i refleksję nad własnym życiem, uczenie się na podstawie naszych sukcesów i błędów.

„Nic nie wystarczy człowiekowi, dla którego wystarczająco oznacza ciągle za mało”.
-Epikur-

Strefa komfortu

„Słodkie miejsce” to moment, w którym wszystko, co robimy i osiągamy, jest dla nas korzystne i satysfakcjonujące. Jednak w chwili, gdy na scenę wkracza stres, oszołomienie, poddanie się, strach, łzy lub skrajne wyczerpanie, zmienia się on natychmiast w „gorzki punkt”. Jest to swego rodzaju niezdrowa przestrzeń, którą powinniśmy opuścić tak szybko, jak to tylko możliwe.

Zwróć uwagę na to, że ta prosta strategia może być zastosowana w każdej sytuacji w naszym życiu. Znalezienie słodkiego miejsca jest aktem mądrości. Jest to w pełni osobiste narzędzie, które pomaga nam zrozumieć, że wszystko w życiu ma swój limit, a wiedza, kiedy odejść to nie to samo, co poddanie się. To po prostu zrozumienie tego, jakie są nasze ograniczenia i gdzie się znajdują. Mówimy tutaj o linii oddzielającej szczęście od nieszczęścia, goryczy od możliwości.

Popracujmy intensywnie nad tym słodkim punktem w naszym codziennym życiu i poprawiajmy jakość naszej egzystencji!

WIĘCEJ DLA CIEBIE