Kitty Genovese – kobieta, której krzyku nie usłyszano

· Czerwiec 30, 2017

Kitty Genovese miała 28 lat. Po tym, jak wróciła z pracy, podszedł do niej mężczyzna i kilkakrotnie dźgnął ją w plecy nożem. Następnie wykorzystał ją seksualnie i ukradł jej 49 dolarów.

Stało się to 13 marca 1964 roku nad ranem. Jak donosi dziennik The New York Times, krzyki kobiety usłyszało aż 38 sąsiadów. Trwały one ponad pół godziny… ale nikt nie zrobił zupełnie nic.

Historia Kitty Genovese nie jest jedynie tragicznym doniesieniem o maltretowaniu. Idzie znacznie dalej, ponieważ wraz z ujawnianiem się większej ilości szczegółów, ujawnia nam najciemniejsze strony ludzkiej natury w najbardziej bestialskim wydaniu.

Okazuje się bowiem, że jeden z sąsiadów otworzył okno, usiłując odstraszyć agresora, krzycząc: „Zostaw tę dziewczynę w spokoju!”. Sprawiło to, że oprawca (jak się okazało Winston Moseley), oddalił się od niej na kilka minut. Pozwoliło to zmaltretowanej Kitty Genovese wstać i przedostać się do holu budynku.

„Zagrożeniem dla świata nie są źli ludzie, lecz ci, którzy pozwalają na przemoc”

-Albert Einstein-

Nikt jej nie pomógł. Osoby, które ją zobaczyły, myślały, że nic się nie stało, że nie było to aż tak poważne. Okazało się jednak, że po krótkim czasie Moseley wrócił, napadł Kitty Genovese, po czym ją zabił.

Kilka dni po całym wydarzeniu cała społeczność Nowojorczyków wstrzymała oddech, gdy w czasopiśmie The New York Times opublikowano całą serię obszernych artykułów ze szczegółami i bez owijania w bawełnę opisujących apatię, milczenie i nieludzką obojętność toczącą społeczeństwo nowojorskie.

Symbolizm narracyjny i dosłowność opublikowanych artykułów przypominała nieco sekcję zwłok społeczeństwa nowojorskiego, odsłaniającą z najdrobniejszymi szczegółami to, w jaki sposób uchyla się od swoich odpowiedzialności i najzwyklejszych ludzkich zachowań.

Bardzo jasno i wyraźnie pokazano w ten sposób, że często wybiera się bierność i nie robienie niczego, aby uniknąć konfrontacji. Ludzie, sparaliżowani strachem, wolą odwrócić wzrok, skryć się w swoim kącie i ogłuchnąć na wszelki krzyk, na jakiekolwiek wołanie o pomoc.

Przypadek Kitty Genovese zmienił wiele obecnych w społeczeństwie idei. Przyniósł też nowe teorie w dziedzinie psychologii. Pozwól, że nieco więcej Ci o tym opowiemy.

Kitty Genovese

Kitty Genovese a odzwierciedlenie społeczeństwa

Winston Moseley był afroamerykaninem. Z zawodu był maszynistą. Był żonaty i miał trójkę dzieci. Gdy zatrzymano go za kradzież, nie zabrało mu wiele czasu przyznanie się do winy w zabójstwie Kitty Genovese. Jak się później okazało, zabił jeszcze dwie inne młode kobiety.

Z czasem psychiatrzy stwierdzili również, że Moseley był nekrofilem. Zmarł on w więzieniu w wieku 81 lat. Już nawet przebywając w placówkach psychiatrycznych oraz karnych, wielokrotnie brutalnie atakował innych więźniów oraz personel.

Oprawca Kitty Genovese dopełnił swojej kary. Ona jednak na zawsze została zapisana w pamięci kolektywnej społeczeństwa jako kobieta, której nikt nie pomógł. Jako niewinna istota, która umarła przy 38 świadkach, którzy nie zdobyli się na jakąkolwiek reakcję…

W taki właśnie sposób przedstawiają to media. Z takim zabarwieniem opisano całą tę sytuację w znanej książce “Thirty-Eight Witnesses: The Kitty Genovese Case” autorstwa AM Rosenthal, samego ówczesnego edytora czasopisma The New York Times.

Okazuje się jednak i należy to zaznaczyć, że – jak opisano to w czasopiśmie American Psychologist z 2007 roku – historia morderstwa Kitty Genovese, została przez media nieco wyolbrzymiona.

W filmie dokumentalnymThe Witness” (2015) możemy przyjrzeć się bliżej wysiłkom rodzonego brata Kitty, usiłującego dowiedzieć się, co tak naprawdę wtedy zaszło. Koniec końców odkrywa bolesny, lecz prawdziwy fakt: nikt tak naprawdę do końca nie wiedział, co stało się tego dnia.

Ludzie natomiast, którzy postanowili zadzwonić wtedy na policję, zostali zignorowani, ponieważ nie byli w stanie określić, co się tak naprawdę działo.

Winston Moseley

Efekt Genovese lub „teoria rozproszenia odpowiedzialności”

Mimo całej okrutności i tragiczności tego, co zaszło, to, co stało się z Kitty Genovese przysłużyło się psychologom społecznym i socjologom do stworzenia słynnej teorii rozproszenia odpowiedzialności.

Prawda jest bowiem taka, że jeśli dokładniej przyjrzymy się zjawisku, nie chodzi jedynie o to, czy ktoś widział, czy może nie widział, co tak naprawdę stało się z Kitty. Nie liczy się, ilu było świadków naocznych oraz to, czy zadzwonili na policję czy też nie.

Nie liczy się też, czy świadków było 12, 20 czy może – jak donosiło czasopismo The New York Times – 38. Rzecz w tym, że nikt nie zainteresował się jej krzykiem, został on zignorowany, choć trwał ponad 30 minut. Nikt nie zszedł aby sprawdzić, co się dzieje.

Nikt nie pojawił się w korytarzu, w którym atakowano właśnie młodą, niewinną kobietę.

Całe to zjawisko zostało dokładnie zbadane przez psychologów Johna Darley’a i Bibb’a Latané’go pod nazwą teorii rozproszenia odpowiedzialności. Według niej, im więcej osób jest świadkami jakiegoś wydarzenia, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś przyjdzie z pomocą.

Gdy ktoś w takiej sytuacji potrzebuje pomocy, osoby z tłumu zakładają, że znajdzie się ktoś, kto pomoże potrzebującemu, więc nie czują się do niczego zobowiązani. Jednak efektem tego rodzaju zbiorowego myślenia jest fakt, że wszyscy pozostają w bezruchu i nikt nie robi zupełnie nic.

Tak jakby odpowiedzialność rozmywała się w tłumie do tego stopnia, że nikt jej nie podejmuje. Oznacza to, że nikt się nie zbliża, nikt nie podchodzi, żeby podjąć jakąkolwiek inicjatywę.

Zjawisko to na mniejszą skalę możemy też zaobserwować w kwestii próśb. Znacznie skuteczniejsze okazuje się wypowiedzenie prośby: „Marku, czy możesz zapalić światło?” niż: „Czy ktoś mógłby zapalić światło?”.

W pierwszym przypadku, wskazując na konkretną osobę, unikamy rozproszenia odpowiedzialności na grupę ludzi.

Grupa ludzi - rozmowa

Co pomaga uniknąć rozproszenia odpowiedzialności

Warto wspomnieć, że istnieje grupa czynników mających wpływ na to, że zmniejszy się prawdopodobieństwo wystąpienia rozproszenia odpowiedzialności. Zwiększają one lub zmniejszają szanse, że ktoś wystąpi z ofertą pomocy:

  • Jeżeli osoba chociaż nieco identyfikuje się z ofiarą. Im większy stopień identyfikacji, tym mniejsze prawdopodobieństwo uchylania się od odpowiedzialności społecznej, by nieść pomoc.
  • Potencjalny koszt zaoferowania pomocy. Podobnie jak było w przypadku Kitty Genovese, potencjalne zagrożenia bycia zaatakowanym powstrzymało osoby przed udzieleniem pomocy kobiecie. Im większe ryzyko, tym mniejsze szanse na inicjatywę ze strony świadków.
  • Pozycja danego świadka względem grupy. Dużo zależy od tego, jak wypadamy na tle grupy. Na przykład instruktor sztuk walki lub samoobrony poczuje się w większym obowiązku podjęcia inicjatywy w sytuacji zagrożenia niż ktoś zupełnie bezbronny, na przykład gospodyni domowa.
  • Pozycja fizyczna. Badania dowodzą, że osoby znajdujące się bliżej danego zdarzenia czują się bardziej zobowiązane udzielić pomocy, niż ludzie znajdujący się dalej.
  • Ocena powagi sytuacji. Jeżeli dzieje się coś uważanego powszechnie za kwestię poważną, znacznie zmniejsza się prawdopodobieństwo rozproszenia odpowiedzialności. Szansę na udzielenie pomocy zwiększa też fakt, że osoba prosi o pomoc długo lub, że sytuacja staje się coraz poważniejsza.

Nie przyzwyczajaj się do przemocy

Smutny i tragiczny przypadek Kitty Genovese odbił się poważnym echem na całym społeczeństwie. Pomógł na przykład stworzyć sławną linię 911, aby zgłaszać pilne przypadki w Stanach Zjednoczonych.

Kitty poświęcono piosenki, stała się ona inspiracją wielu wątków filmowych, a nawet postaci z komiksów, takich jak „Watchmen” Alana Moore.

„Jeżeli szukasz pokoju, nie próbuj osiągnąć go przemocą”

-Johm Lennon-

To głos Kitty rozlegał się rozpaczliwymi krzykami nad ranem w marcu 1964 roku. Rozbrzmiewał niczym echo zagubionego lamentu, który rozbrzmiewa do dziś, przybierając rozmaite formy. Dlaczego jest on wciąż niesłyszany? Ponieważ jako społeczeństwo ludzkie, zaczęliśmy przyzwyczajać się do przemocy.

Widzimy ją wszędzie, słyszymy o niej codziennie i staramy się z nią jakoś oswoić, żeby móc dalej żyć bez ciągłego poczucia strachu.

Wspomnieć warto chociażby szokujący przypadek fanów klubu Belgrano de Córdoba, którzy bez skrupułów wyrzucili przez trybuny stadiony 22-letniego człowieka.

Po upadku z wysokości ponad 5 metrów, młodzieniec zatrzymał się na jednym ze stopni stadionu, poważnie poturbowany. Jego urazy w rzeczywistości stały się później przyczyną jego śmierci.

Co jednak najbardziej szokujące, cała pozostała reszta fanów klubu wchodziła i schodziła po tych samych schodach, jakby nigdy nic. Jak gdyby tuż obok nich nie umierał właśnie zmaltretowany, młody człowiek potrzebujący pomocy. Było tak do czasu, gdy zainterweniowała policja.

Kitty Genovese

Skąd bierze się u nas ta rosnąca tolerancja na przemoc i to, co złe? Być może wpływ na to ma nasza ciągła ekspozycja na pełne przemocy, brutalne akty. Widzimy je w telewizji, w Internecie, słyszymy o nich w radiu. Nawet niektóre sporty cechują się nadmierną przemocą.

Stajemy się wtedy bardziej tolerancyjni, bardziej bierni i reagujemy znacznie mniej intensywnie na to, co powinno w nas tak naprawdę wzbudzać obrzydzenie, przerażenie i strach. Na to, co nie jest ludzkie, usprawiedliwione ani społecznie akceptowalne.

Musimy przestać być zwykłymi, biernymi świadkami aktów przemocy. Nie powinniśmy dać się sparaliżować tylko dlatego, żeby wtopić się w tłum i nie odstawać od całej reszty biernych osób.

Wykazujmy się inicjatywą, bądźmy aktywnymi uczestnikami, broniąc wolności własnej i cudzej. Brońmy szacunku i szczerze troszczmy się o naszych bliźnich.